Dzień
trzeci...dzień pod hasłem
NAJ. NAJszybszy roller-coster, NAJwyższy
budynek, NAJdroższy hotel i miasto z NAJwiększą ilością
rekordów....tak zgadza się Dubaj. Miasto, które swoja sławę
zdobyło dzięki niesamowitym projektom architektonicznym ale również
pobijaniu rekordów Guinnessa w czym tylko się da. Miasto w krórym
pieniądze nie mają granic tak jak i marzenia architektów którzy
potrafią zdziałać cuda i oszukać prawa fizyki.
Nasza przygoda
zaczęła się NAJwcześniej ze wszystkich dni. Już o 7
rano spakowani i gotowi do dalszej drogi pojechaliśmy taksówką na
lotnisko aby wypożyczyć samochód. Wszystko przebiegło sprawnie i
już po godzinie siedzieliśmy w NAJmniejszym samochodzie jakim Darek
kiedykolwiek jechał (nie licząc Maluszka) gotowi uderzyć na Dubaj.
Ostatni przystanek naszej podróży. Po drodze jednak chcieliśmy
odwiedzić Ferrari World. Park rozrywki w którym jest NAJszybszy
roller-coaster na świecie (Ferrari Monterosa Coaster) jak i wiele
innych atrakcji w stylu Ferrari. Niestety park otwierają dopiero o
11 więc mieliśmy troszkę nie planowanego czasu wolnego. Aby zabić
nudę postanowiliśmy przejechać się na wyspę Sddiyat.
Wyruszyliśmy tam w poszukiwaniu plaży abyśmy mogli zamoczyć nogi w
morzu Arabskim. Niestety wszystko tam jest już wykupione przez
deweloperów i cała wyspa to NAJwiększy plac budowy jaki do tej
pory widzieliśmy. Long Island City na Queens to jest nic w
porównaniu z tym co się dzieje w Emiratach. Po nie udanej próbie
szukania plaży wróciliśmy na wyspę YAS (gdzie znajduje się
Ferrari Park) i podjechaliśmy do IKEI na kawę i cynamonową
drożdżówkę.
W końcu wybiła godzina 11, a my byliśmy pierwsi w kolejce do przekroczenia bramek i wejścia do Parku Ferrari. Od razu jak tylko mogliśmy ruszyliśmy na Ferrari Monterosa Coster. Jak już wspomniałam jest to najszybszy roller-coster na świecie. Osiąga on prędkość 240 km/h w 4.9 sekundy. Jeżdżąc na tej atrakcji nasze przyciąganie ziemskie (g) było 1.7 co jest dokładnie połową tego co astronauta przeżywa przy starcie. Uczucie zdecydowanie niesamowite i warte przeżycia. Nie do końca w tym czasie wiedzieliśmy co się dzieje z naszymi ciałami i sercami. Najgorsza chyba była jednak twarz wykrzywiana na wszystkie strony...aż potem poczułam mięśnie na policzkach o których istnieniu nie miałam pojęcia. Wszystko jednak było dokładnie sprawdzone i przygotowane pod kątem bezpieczeństwa. Nie mam na myśli tylko pasów i innych zapięć, co jest oczywiste ale również dostaliśmy okulary ochronne na oczy, prześwietlili nas czy nie wnosimy nic w kieszeniach do „karuzeli” oraz kontrolowali czas aby nikt nie wszedł po raz kolejny w czasie krótszym niż 15 minut.
W parku spędziliśmy w
sumie około dwóch godzin, ale po Monterosa wszystkie atrakcje były
jak byś się przesiadł z Ferrari do Forda Fiesty i jechał pod
górę….Nie chcieliśmy tracić więcej czasu i Darek musiał
przesiąść się z Ferrari do naszego Chevroleta. Czekał na nas
Dubaj a nadal mieliśmy do pokonania 120 km. Na szczęście nie było
większych korków i w ciągu godziny naszym oczom ukazały się
pierwsze wieżowce. Korków nie było z paru przyczyn. Po pierwsze
ludzie tu jeżdżą dość szybko swoimi dużymi paliwożernymi
samochodami. Przy cenie $1.5 za galon (1.50 zł za litr) nie ma to
jednak znaczenia. Do tego najważniejsza autostrada E11 łącząca
Abu Dhabi z Dubajem ma minimum 4 a czasem nawet 7 pasów w każdą
stronę.
Nadal byliśmy ciekawi temperatury wody w morzu Arabskim, więc pierwszym przystankiem była plaża publiczna w Dubaju. Dostęp do plaży jest tu utrudniony bo wszystkie lepsze miejsca są już zagospodarowane przez luksusowe hotele lub bogate wille. Plaża na którą trafiliśmy zaskoczyła nas czystością. Nadal dużo jej brakuje do plaż w hotelach pięcio-gwiazdkowych ale jak na plażę z publicznym dostępem była dość czysta. Darek chciał się w niej ochłodzić ale ciężkie to było zadanie gdyż temperatura wody wynosiła około 32 st. C. Na zewnątrz w tym kraju długo nie da się wytrzymać i szybko z powrotem wskoczyliśmy do naszego małego ale klimatyzowanego autka.
Kolejnym przystankiem na
naszej liście miał być targ złota (Gold Souk) i dzielnica która
miała najbardziej przypominać stare miasto (Bastakia Quarter) oba
miejsca zwiedziliśmy tylko krążąc samochodem. Po pierwsze ciężko
było znaleźć parking, po drugie baliśmy się zostawić auto na
dłużej niż 5 minut a po trzecie to Bastakia Qurter przypominała
bardziej slamsy niż stare miasto....no chyba, że nie znaleźliśmy
właściwej części.
W końcu przyszedł czas na
najważniejszą atrakcję, Burj Khalifa, NAJwyższy budynek na
świecie. Parking dla chcących wyjechać na obserwatorium znajduje
się w pobliskim centrum handlowym. Na szczęście parking jest bez
limtu i bez opłat więc bardzo nie narzekaliśmy. Emiraty słyną z
centrów handlowych. Podobno mają najlepsze i ludzie z całego
świata przyjeżdżają tam na zakupy (szczególnie spotkaliśmy dużo
rosjan). My nie widzieliśmy żadnej różnicy i poza małym
wodospadem, który stanowi część dekoracji, nie zauważyliśmy nic
szczególnego w tym miejscu.
Bilet na taras widokowy w
Burj Khalifa najlepiej kupic z wyprzedzeniem, bo ciężko jest to
zrobić na godzinę przed wejściem. Już byliśmy gotowi kupić
bilet na 21 godzinę ale nasz urok osobisty sprawił, że Pani dała
nam bilety na 19:30. Dubaj z góry jest niesamowity. Jeśli chodzi o
samo doświadczenie bycia na górze tak wysokiego budynku to nie
widzialam większej różnicy między Epire State Building czy
Rockeffeler. Platforma obserwacyjna jest niestety tylko na 124
piętrze. Powyżej nadal przez 70 pięter ciągną się apartamenty.
Pomimo wszystko widok z góry pozostanie w naszych pamięciach.
Niesamowite jak na takiej pustyni potrafili stworzyć tak czyste,
rozwinięte i powalające miasto. To miasto nie jest jak Vegas gdzie
wszyscy przyjeźdżają się tylko zabawić. To miasto jest
profesjonalne, biznesowe i eleganckie. Z tego co dowiedzieliśmy się,
ku naszemu zdziwieniu ropa naftowa nie jest ich głównym źródłem
dochodu. 80% przychodów kraj ma z innych dziedzin, głównie z
turystyki.
Przed budynkiem są
fontanny....ale nie byle jakie. Nie widziałam w swoim życiu wiele
fontan. Chyba najlepsze do tej pory były w hotelu Bellagio w Las
Vegas ale te przewyższyły swoją jakością wszystko co do tej pory
widziałam. Woda wystrzeliwała, aż do wysokości -152 metry
(500ft), arabska muzyka, gra świateł i sceneria tylko dodawały
blasku całemu przedstwieniu. Zdecydowanie warto to zobaczyć. Nam
się udało dwa razy. Raz jeszcze przed wyjazdem na górę budynku i
raz z góry, będąc na 124 piętrze. Oba widoki są oszałamiające.
Jednak to nie był
koniec naszego zwiedzania. Ostatnią noc spędziliśmy w Dubaju ale
oczywiście w drodze powrotnej do hotelu musieliśmy odwiedzić hotel
Burj Al Arab, hotel w kształcie żagla. Jest to jeden z najbardziej
ekskluzywnych hoteli na świeci, gdzie noc kosztuje od $2tys a kończą
się na kiku dziesięciu tysiącach dolarów. Hotel ten nie posiada
standardowych pokoi tylko apartamenty gdzie najmniejszy ma 170 metrów
kwadratowych a największy Apartament Królewski ma ponad 700 metrów
kwadratowych powierzchni. Oczywiście my nawet nie rozważaliśmy
spędzić tam nocy ale mieliśmy nadzieję napić się drinka. Jak
nam później Google powiedziało za drinka w barze trzeba dać około
$50. Niestety hotel ten jest dość dobrze strzeżony i nie można
do niego wjechać a żeby wejść trzeba stać w dość długiej
kolejce.
Było dość późno
a na nas czekał nasz hotel, tak więc zrezygnowaliśmy i
pojechaliśmy na wyspę Palm Jumeirah, gdzie mieliśmy spędzić
noc. Uwielbiam sieć hoteli Fairemont.
Przynajmniej raz na wakacjach staramy się tam spędzić noc i
zrelaksować. Nie muszę pisać, że hotel jest super, pokoje i
łazienki są duże i wszystko jest utrzymane w wysokim (4-5
gwiazdkowym) standardziej.
W tym hotelu (The Palm) nabardziej spodoała nam się hotelowa plaża. Hotel położony jest na wysie Palm (stworzonej przez człowieka) i ma dojście do plaży z widokiem na Dubaj. Wreście znalazłam odpowiednie miejsce na wypicie mojego urodzinowego szampana. Tak więc siedzieliśmy na leżakach, podziwialiśmy widok (wierzowce Dubaju) i relaksowaliśmy się przy szampanie/piwe. Aż nadszedł czas na napisania bloga....i takim sposobem wylądowaliśmy na balkonie hotelu. Jest super i aż szkoda wracać.....a jutro przed nami 14h lotu do zimnego Nowego Jorku.
W tym hotelu (The Palm) nabardziej spodoała nam się hotelowa plaża. Hotel położony jest na wysie Palm (stworzonej przez człowieka) i ma dojście do plaży z widokiem na Dubaj. Wreście znalazłam odpowiednie miejsce na wypicie mojego urodzinowego szampana. Tak więc siedzieliśmy na leżakach, podziwialiśmy widok (wierzowce Dubaju) i relaksowaliśmy się przy szampanie/piwe. Aż nadszedł czas na napisania bloga....i takim sposobem wylądowaliśmy na balkonie hotelu. Jest super i aż szkoda wracać.....a jutro przed nami 14h lotu do zimnego Nowego Jorku.
To już jest
koniec...nadszedł nasz ostatni dzień. Jednak na wakacjach nie można
tracić żadnej minuty a wyspać zawsze się można w samolocie. Tak
więc wstaliśmy o 5:30 rano i po szybkim śniadaniu i pakowaniu
postanowiliśmy objechać wyspę The Palm Jumeirah. Niesamowite co
człowiek potrafi stworzyć. Wyspa ta została stworzona jako
pierwsza i najmniejsza w projekcie, który miał na celu wybudowanie
trzech takich wysp aby udowodnić, że Dubaj może wszystko i ma nie
limitowane pieniądze. Stworzone zostały tylko dwie wyspy. Nie da
się opisać pod jakim byliśmy wrażeniem jeźdżąc samochodem po
tej wyspie. Było to idealne zakończenie naszej wyprawy.


