Początek i koniec
naszej Marokańskiej
przygody. To tu wylądowaliśmy
tydzień temu i stąd
za dwa dni startujemy znów do domku. Ponieważ
w Casablance samochód nam nie był
potrzebny to oddaliśmy
go i Darek wreszcie mógł
odetchnąć z ulgą.
Jak już parokrotnie
pisaliśmy jazda po Maroku
jest zwariowana i trzeba mieć
oczy wokół głowy.
Tak więc do Casablanki
wjechaliśmy taksówką.
No i Pan taksówkarz myślał,
że to nasz pierwszy
dzień. Tak więc bardzo chciał nam opowiedzieć dużo rzeczy, niestety po francusku. Pół
na pół go rozumieliśmy
ale jedno zapamiętałam:
“Casablanca, tu są
pieniądze.”. No tak
Fes i Marrakesz to stare miasta, historia i król siedzący
w pałacu. Rabat to
rząd i polityka a Casablanca
to pieniądze. Podobno
jest to najbardziej nowoczesne miasto, największa metropolia w Maroku. Musze
przyznać, że
znów nas rozczarowało.
Pomimo, że
jest to pierwsze miejsce w Maroku gdzie zobaczyliśmy
Starbucks to nadal jest brudno. Budynki są od czasu do
czasu nowe ale chodnik się
obok nich rozlatuje. W Casablance nie ma dużo
zabytków tak więc na
naszej liście znalazły
się Sacre Coeur (katedra), Meczet
Hassana II i stara Medina. Zwiedzanie zaczęliśmy
od Sacre Coeur bo znajdował
się blisko restauracji,
które wybraliśmy na
dzisiejszą
kolację......Sacre Coeur jest rzymsko-katolicką katedrą wybudowaną w 1930 roku. Przykre, ale był
to kolejny zabytek w ogóle nie zadbany. Znajduje się
w ładnym parku ale sam
budynek jest zamknięty, zniszczony i oczywiście
otoczony śmieciami.
Kolacji też
nam nie udało się
tam zjeść bo wszystko
było pozamykane. Jak się
potem dowiedzieliśmy w
hotelowej restauracji ze względu
na święto nie można
serwować alkoholu komuś
kto jest muzułmaninem. My
nie mieliśmy z tym
problemu, ale jak dwóch lokalnych mężczyzn weszło
do hotelowej restauracji i chcieli się
napić to kelner im
odmówił podania. Pewnie
dlatego większość
restauracji w mieście
była zamknięta.
Na szczęście nasz hotel
(Val D'Anfa) ma 3 restauracje więc
spokojnie udało nam się
wybrać coś
fajnego. Kelner był
bardzo miły i skakał
koło nas pokazując
nam nawet surowe ryby i mięso,
które będzie dla nas
przygotowywał. Hotel
oprócz restauracji ma też
2 bary tak więc bardzo
fajnie było sobie
odpocząć przy
basenie i napić się
drinka na lepsze trawienie.
Rano się
nie spieszyliśmy już
tak bardzo. Wiedzieliśmy,
że Casablanca nie ma
wiele do zaoferowania a my mieliśmy
cały dzień
przed sobą. Tak więc
pospaliśmy i ruszyliśmy
wybrzeżem do Meczetu.
Meczet Hassan II jest położony
nad samym oceanem. Jest to połączenie
lądu i wody. Meczet ten jest
największy w Afryce
jak i siódmy co do wielkości
na całym świecie.
Jego dominującym kolorem
dekoracji jest kolor zielony uznawany za kolor islamu.
Zanim jednak dotarliśmy
do meczetu minęliśmy
wybrzeże, a na nim wiele
opuszczonych hoteli. Wygląda,
że parę
lat temu były tu duże
hotele z kompleksami basenów. Teraz część
jest opuszczona i niszczeje, a obok budują
się nowe, wypasione
pięcio-gwiazdkowe hotele. Byliśmy
zaskoczeni wielkością
przypływów. Często
woda zalewała baseny przy
hotelach. Fale były
ogromne a woda dochodziła
dość daleko. Tak więc kolejne kontrasty. Z jednej strony budują się piękne hotele a z drugiej są upadłe hotele lub bloki gdzie mieszkają ludzie.
Wreszcie dotarliśmy
do Meczetu który zdecydowanie nas powalił.
Jest super położony
nad wodą, otacza go
ogromny plac a dekoracje i wykończenie
powalają. Można
wejść do środka, ale ja nie miałam
odpowiedniego ubrania, a do tego musielibyśmy
czekać ok. 1h na naszą
turę. Nie do końca
był to fajny pomysł
biorąc pod uwagę
duże temperatury i mocne
słońce.
Po meczecie mieliśmy
ochotę odwiedzić
starą medinę,
ale jak przeszliśmy parę
kroków od meczetu zobaczyliśmy
znów brud i śmieci więc zawróciliśmy.
Chyba nie do końca był
to dobry pomysł aby odwiedzić Medinę. Spacerek z powrotem do hotelu, kolacja i pożegnalny
drinek.....to już jest
koniec. Jutro wylatujemy.
Jaką
mamy opinię teraz po
Maroku? Po krótce można
to napisać w jednym
zdaniu. Brud, śmietnisko
wszędzie, w ogóle nie
solą ale słodzą
bardzo dużo a łóżka
mają super twarde. Ale są też pozytywne rzeczy...nie zrozumcie nas źle. Nadal mamy opinię 50/50 na temat tego kraju.
A coś
więcej? Zdecydowanie
kraj, który każdy
powinien zobaczyć,
zwłaszcza jak dużo
jeździ po świecie.
Wiadomo, nie jest to Europa i ludzie muszą
troszkę zmienić
swoją kulturę.
Szczególnie jeśli chodzi
o śmieci. Oni mają
naturę zostawić
tam gdzie się stoi. Nawet
kelner w jednej restauracji otworzył
nam piwo i wyrzucił kapsle
za siebie na podwórko.
Jedzenie, dobre choć
spodziewałam się
dużo bardziej
doprawionych potraw. Oni przecież
słyną
z przyprawami, kupiliśmy
jakieś ciekawe wynalazki, ale nie czuliśmy tego za
bardzo w potrawach. Prawie w ogóle nie używają
soli natomiast cukru dają
strasznie duże ilości.
Spokojnie jedna torebka starczała
nam na dwie kawy a oni dawali nam po 3 torebki na osobę.
No i łóżka.....we
wszystkich hotelach materace były
dość twarde....pewnie
dlatego, że oni nadal
sypiają na ziemi i cienkim
materacu. Takie wychowanie, takie przyzwyczajenie. Pomyślicie, francuskie pieski. My lubimy spać
na twardych materacach (w domu mamy extra firm), ale te były
jeszcze twardsze.
O kupcach i naciągaczach
wspominałam już
wiele razy. Nadal uważam,
że w kwestii robienia
kasy i marketingu muszą się
podszkolić. Ale może
wtedy ten kraj by stracił
swój urok...
Zabytki...ten kraj ma niesamowicie długą, ciekawą historię. Zabytki są na każdym kroku, ale zwykły turysta często ich nie zauważy myśląc, że to tylko kolejny brudny budynek. Rząd podobno pracuje nad zwiększeniem turystyki ale powinien bardziej eksponować i zagospodarować zabytkowe miejsca. Zanim to wszystko zniszczeje.
Plaże, pomimo, że Maroko ma dostęp do oceanu i bardzo niewielki do Morza Śródziemnego nie ma on wiele resortów. Nie wiemy czy to dlatego, że kraj ma dużą historię i ludzie wolą go zwiedzać niż leżeć na plaży ale z drugiej strony Egipt ma jeszcze większą historię a resortów ma dużo. To co nas jednak zdziwiło to zachowanie ludzi na plaży. Nikt tam nie leżał, każdy chodził w kółko, grał w piłkę. Wyglądało to dość zjawiskowo bo małe punkciki na plaży ruszały się jak małe mróweczki. Ale przecież sport to zdrowie.....lepiej niech grają w piłkę...szkoda tylko, że plaża jest brudna i mało fajnie się na niej leży.
Najlepiej pojedźcie, zobaczcie, pozagłębiajcie się w różne zakątki, ulice i sami wyróbcie sobie opinię. Bo nie ma nic lepszego niż przekonać się na własnej skórze....
Ilona
