Praca w "travel" ma swoje plusy... wlasciwie to tylko plusy. Pewnego dnia, wykonujac swoja codzienna prace dostalam e-maila, oferta tylko dla pracownikow...$600 bilet do Abu Dhabi dla dwoch osob....no i jak tu nie skorzystac.....
Tak wiec jestesmy....uciekajac od goracych dni w Nowym Jorku...ucieklismy...na pustynie.
Z takich okazji korzystamy dosyc czesto, wiec urlopu juz nam niewiele zostalo. Jest piatek wieczor, siedzimy na JFK i nie mozemy sie doczekac tego rewelacyjnego dlugiego weekendu w Emiratach Arabskich. Ale zanim to nastapi musimy przezyc 13h lotu.....zyczcie nam powodzenia i mamy nadzieje ze to przespimy....zwlaszcza ze poprzednia noc byla bardzo krotka bo swietowalismy moje urodziny. Niestety samolot jest pelen dzieci ale mamy nadzieje ze niania ktora jest na pokladzie spelni swoje zadanie. Poki co najbardziej zdziwila nas bardzo mala ilosc arabow a duza ilosc hindusow....czy my napewno lecimy do Abu Dhabi????
Nawet szybko dostalismy kolacje. Jedzenie bylo dosc dobre jak na jedzenie w samolocie. Jagniecina rozplywala sie w ustach a ja po raz pierwszy zjadlam cos lokalnego, biryani. Biryani jest to kurczak z ryzem ale cala sekret jest w lokalnych przyprawach. Po kolacji i piwku nawet nie wiedzac kiedy padlismy oboje.....Udalo nam sie przespac Atlantyk...Yupppiii....widac ze niania sie spisala bo zadne dziecko nie zaklocalo nam snu. 5 godzin pozniej obudzilismy sie nad Londynem....no to polowa drogi za nami. A wiecie czym na obudzili......lodami na sniadanie.
Po sniadaniu zaczelismy ogladac jakies filmy, ale oczy szybko nam sie zamykaly. Chyba tabletka jeszcze dziala... Po kolejnych pieciu godzinach snu obudzilismy sie nad Baghdadem na kolejny posilek skladajacy sie z ryzu, vegetable curry i eggplant masala (dalo sie zjesc). Jeszcze "tylko" mamy dwie godzinki do Abu Dhabi. Aktualny czas w punkcie docelowym jest 5:30 po poludniu a wylecielismy z NY o 11 wieczorem.
Udalo sie....wyladowalismy w kraju gdzie podobno nie mozna kupic alkoholu...i co zobaczylismy jako pierwsza atrakcje turystczna? Sklep Duty Free gdzie mozna kupic wiecej alkocholu niz normalnie na lotnisku. Nie szalelismy....kupilismy tylko pare piwek i udalismy sie do hotelu......czesto dotarcie do hotelu jest najtrudniejszym elementem podrozy. Po naszych przygodach z taksowkami w Rosji tym razem postawilismy na komunikacje miejska i wzielismy autobus.....kosztowalo nas to tylko $1 (4AED) - tak to mozna podrozowac. Wysiedlismy na przystanku ktory wydawal nam sie najblizej hotelu. Jednak w zyciu nic nie jest tak piekne jak na obrazku (czytaj na google maps). Jak sie okazalo z przystanku do hotelu czekal nas jeszcze spacerek ok. 30 min (3km). Wydawac by sie moglo ze to nic wielkiego poza tym ze w tym miescie jest bardzo malo chodnikow. Wiekszosc chodnikow jest krotka i laczy tylko przystanek autobusowy z parkingiem. Nie dziwimy sie ze ludzie nie maja ochoty na spacery po miescie jak temperatura jest ok 33-40 st. Celsius caly czas. Ale dalismy rade o 9 wieczor miasto jest dosc wymarle wiec dalismy rade i czasem idac ulica, czasem przekraczajac rondo na siage, a czasem pokonujac piaski pustyni dotarlismy szczescliwie do hotelu. Mielismy wielkie plany odwiedzic najwiekszy meczet w miescie (robi wrazenie widzielismy go jadac autobusem) ale bylo juz dosc pozno. Tak wiec stanelo na wizycie w hotelowym barze, zjedzeniu malej kolacji i uaktualnieniu bloga......jutro czeka nas ciezki dzien, duzo atrakcji i malo czasu. Miejmy nadzieje ze uda nam sie wczesnie wstac.....no to do jutra!
Dzień drugi naszej przygody
rozpoczęliśmy dość wcześnie. Jet lag dawal nam sie we znaki i chociaz
wcale dlugo nie spalismy to juz o 6 rano bylismy na nogach (w NY to 15). Nasza pierwszą zaplanowaną atrakcja byl Sheikh Zayed Grand
Meczet. Poniewaz wstalismy tak wczesnie to do otwarcia Meczetu (9
rano) mielismy duzo czasu. Postanowilismy, wiec przejsc sie na nogach
i przy okazji zobaczyc troche miasta. Standardowo naszym najwiekszym
problemem bylo znalezienie chodnika. To jest niesamowite jak
przystanek autobusowy ma pare metrow chodnika ktory nagle sie konczy
pustynnym poboczem. Podobnie jest z przejsciami dla pieszych. Ladnie
namalowana zebra na drodze wcale nie oznacza ze na jej drugim koncu
jest chodnik. Po czesci jest to spowodowane wieloma nowymi projektami
ktorych place budowy zagarnely czesci chodnika. Bardzo czesto jednak
jest to spowodowane czyms innym...ale czym nie mamy
pojecia....po prostu wyglada jakby go nie planowali zrobic. W RPA czy
innych krajach po ktorych podrozowalismy byl podobny problem ale
glowną jego przyczyna byl brak funduszy. W tym kraju nie sadzimy, ze
brakuje pieniedzy na inwestycje. Widac ze duzo sie buduje i rozwija.
Marsz w sloncu przy temperaturze 35 st.
C nie nalezal do najprzyjemniejszych ale dotarlismy na czas do
Meczetu. Budowla zdecydowanie robi wrazenie juz z oddali Natomiast
jak sie wejdzie do jej srodka to powala swoja architektura. Został on wybudowany w latach 1996 - 2007 i jest to największy Meczet w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i ósmy co do wielkości na świecie.
Okazalo sie ze moj
stroj byl nie wystarczajacy. Dluga spodnica i chusta zakrywajaca
glowe to nie wszystko. Wymagane jest również aby kobiety (tylko
kobiety) mialy dlugie rekawy. Na szczescie w Meczecie za darmo mozna
wypozyczyc odpowiedni stroj. Szczerze.....masakra. Stroj jest czarny
i zrobiony ze sztucznego materialu wiec prawie sie mozna w nim
ugotowac przy takich temperaturach. Zeby niesprawiedliwosci bylo
malo to mezczyzni moga nosic swoje stroje w kolorze
bialym....zdecydowanie musi im byc chlodniej.
Meczet mozna
zwiedzac caly. Nie ma problemu aby pochodzic po jego ogrodach,
dziedzincu jak rowniez wejsc do glownej sali modlitw. Wszysko jest
niesamowicie czyste tak ze bez oporu chodzilismy boso. Sciagniecie
butow jest wymagane aby wejsc do sali modlitw ktora jest wylozona
dywanami. Chodzic mozna wszedzie ale bardzo sprawdzaja twoj stroj i
nie ma szansy, zeby ktos sie przeslizgnal bez specjalnego ubioru. Na
kazdym kroku jest ochrona ktora bardzo rygorystycznie sprawdza ubior
ale jednoczesnie jest bardzo mila i chetnie sluzy pomoca.
Co nas zaskoczyło
to nie tylko ogromne piekno meczetu ale rowniez brak oplat. Nie
placilismy ani za wejscie, ani za wypozyczenie stroju, ani za autobus
powrotny. Po meczecie planowalismy pojechac na drugi koniec miasta
aby zobaczyc Palac Emiratow. Postanowilismy poruszac sie autobusami
jako najtanszym srodkiem transportu. Przejazd po miescie kosztuje 2
AED ($0.50) i oplate uiszcza sie u kierowcy. My niestety nie mielismy
drobnych i liczylismy ze kierowca nam wyda reszte. A on tylko machnal
i powiedzial siadajcie. Bylo to bardzo mile z jego strony. Z
lokalnymi tak nie postapil i kazal im znalezc kogos w autobusie kto
rozmieni pieniadze.
Tak wiec autobusem
przemiescilismy sie na druga strone miasta nad Zatoke Perska. Nad
zatoka maja bardzo ladna plaze z deptakiem ciagnacym sie kilometrami.
Ochlodzeni klimatyzacja w autobusie i uzbrojeni w nowe butelki z
zimna woda ruszylismy na 4 km spacer przepiekna ulica/deptakiem
Corniche. Pod koniec braklo nam wody a nasze ciala osiagaly
temperature wrzenia ale na szczescie po drodze spotkalismy budke z
bankomatem ktora byla klimatyzowana. To dodalo nam energii na
dokonczenie spaceru. Tutaj bardzo czesto spotyka się że budki z
bankomatami, telefonami czy nawet przystanki autobusowe są klimatyzowane. Nie dziwi nas to gdyż temperatury w lipcu i sierpniu
osiągają nawet 45 st C. Do tego powietrze jest bardzo suche i pomimo
ze człowiek się nie poci dużo to organizm wysusza się od środka
bardzo szybko. Nie pamiętamy żeby nam się tak chciało pic wody jak
tutaj. Speedy, jak ty możesz wytrzymać w podobnym klimacie na
co dzień.
Spragnieni wody i
klimatyzowanego pomieszczenia wrescie dotarlismy do Palacu Emiratow.
Aktualnie jest tam przepiekny hotel z przepieknymi cenami. Jednak
pozwalaja zwyklym ludzion tez wejsc do srodka. Hotel rzeczywiscie
jest przepiekny a jego ogrody i otoczenie tylko dodaja mu uroku.
Mielismy szczescie i udalo nam sie rowniez zalapac na plan filmowy.
Ciekawe jaki jest tytul filmu...chetnie bysmy go ogladneli. W kazdym
razie tylu uzbrojonych w karabiny maszynowe ludzi jeszcze nie
widzielismy w jednym miejscu. Bylo to jednak stricto na potrzeby
filmu i nie do końca wierzymy ze bron byla prawdziwa, ale tez nie
chcielismy tego sprawdzac i grzecznie sluchalismy polecen ochrony.
Jak juz
wspominalam bylismy tak spragnieni ze poszlismy na piwo/drinki do
hotelu nie patrzac nawet na ceny. Na szczescie nie bylo tak zle i za
wode, piwo, pinacolade i lody...tak potrzebowalismy duzo zeby sie
ochlodzic...zaplacilismy tylko $50.
Ochodzeni
wyruszylismy na poszukiwania przystanku autobusowego. Udalo sie to w
miare szybko choc oczywiscie ze znanych juz problemow z chodnikami
nie obylo sie bez krazenia na okolo. Spieszylismy sie bo popoludniu
mielismy juz wykupiona wycieczke na pustynne safari.
W hotelu mielismy
tylko 15 minut na przebranie sie bo punktualnie o 15:45 przyjechal po
nas kierowca. Jechalismy Toyota Land Cruiser, ktora byla specjalnie
wzmacniana rurami na wypadek dachowania. Bylo to wymagane gdyz glowna
atrakcja byla jazda po wydmach. Na samochod przypadalo 6 psazerow plus
kierowca. Po 40 minutach jazdy z hotelu i zebraniu pozostalych
pasazerow spotkalismy sie na farmie wielbłądów z 11 innymi
samochodami. Na farmie mielismy pare minut na porobienie sobie zdjec
z wielbłądami. Moglimy chodzic miedzy nimi, dotykac, glaskac,
przytulac. Co kto wolal.
W tym czasie kierowcy ze wszystkich
samochodów chłodzili silniki i zmniejszali cisnienie w oponach.
Jednym slowem przygotowywali sie na zaatakowanie wydm. Mielismy
szczescie bo jak sie okazalo nasz kierowca byl przewodnikiem (pewnie
byl najlepszy z grupy). Co sie w sumie zgadza. Darek byl pod wielkim
wrazeniem jak ten gosciu jezdzi. Szczegolnie jak portrafi bokiem
zjezdzac po kilkunastu metrowych wydmach na dol. Ponoc w swojej
siedmio letniej historii nigdy nie stracil kontroli nad samochodem i
widac bylo ze wszystko co robil bylo dla niego przyjemna zabawa. Dla
nas zreszta tez. Zabawa lepsza niz jazda na roller-costerze Darek
probowal sie nauczyc jak prowadzic samochod po piasku i wydmach aby
przygotowac sie na grudniowy wyjazd w kaniony.
Po ok. 45 minutach
rajdu mielismy przerwe aby podziwiac zachod slonca na pustyni. Jak
tylko samochody sie ochlodzily ruszylismy w droge do oazy gdzie
czekaly na nas rozne atrakcje. Oczywiscie dojazd do oazy odbyl sie w
100% po wydmach. W oazie moglismy przejechac sie na wielbladzie
(trwalo to moze 2 minuty), isc na henne ktora robili na dloniach i
rekach, wypalic lokalna fajke wodna, ogladnac taniec brzucha i zjesc
przepyszny obiad. O dziwo moglismy rowniez kupic sobie piwo i inne
drinki alkoholowe. Ku naszemu zdziwieniu minimalny wiek na zakup
alkoholu tu jest 21 lat.
W oazie
spedzilismy dobre dwie godziny korzystajac z atrakcji, siedzac przy
stolach na tradycyjnych dywanach arabskich rozlozonych na piasku
pustyni. Siedzielismy (lub lezelismy) na poduszkach i podziwiwalismy
spokoj pustyni, zachodzace slonce i przepiekne gwiazdy.
W naszej grupie
byly 3 osoby z Hiszpani i jedna z Tajwanu. Jak sie okazalo Mon
(dziewczyna z Tajwanu) mieszka w naszym hotelu i podobnie jak my
przyleciala do Abu Dhabi wczoraj. Rowniez tak jak i my jutro uderza do Dubaju i wylatuje we wtorek. Jedyna roznica jest taka ze my wracamy
do domu a ona ma przed soba jeszcze prawie miesiac wakacji. Planuje
odwiedzic Londyn, Paryz i …....Bialystok. Sama smietanka Europy.
Okazalo sie ze Polske zna dosc dobrze bo robila tam kiedys praktyki z
Caritas i wtedy poznala rodzine z Bialegostoku z ktora sie
zaprzyjaznila. Pozytywnie zdziwila nas swoim sposobem podrozowania.
Nie dosc ze podrozuje sama a jest dosc mloda (moze ma 23 lata) to na
pytanie jak planuje sie dostac jutro do Dubaju odpowiedziala ze
jeszcze nie wie ale cos na pewno wymysli. Zyczymy jej powodzenia!
Dzien byl tak
intensywny ze w drodze powrotnej prawie wszyscy spali w samochodzie.
Jednak bylo to jeden z tych dni w zyciu ktorych sie nigdy nie
zapomni. No bo czy można zapomnieć coś tak pięknego.....



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz