Znajomi często nas
się pytają czy nas nie męczy takie ciągłe latanie, czy nam się
chce i czy warto lecieć na tak krótko. Oczywiście na wszystko
odpowiedź jest tak...jakby tak nie było to byśmy pewnie tego nie
robili. Ziemia jest za duża i za piękna, żeby nie korzystać z
każdej okazji jaką nam daje życie. A życie jest za krótkie by
się zastanawiać czy warto i czekać na lepszy moment. Najlepszy
moment jest dziś, w tej chwili i teraz. Więc jeśli masz okazję
zobaczyć coś nowego to leć. My mieliśmy to szczęście, że nie
tylko mogliśmy zobaczyć coś nowego, przeżyć kolejną przygodę, ale również odwiedzić przyjaciół po drugiej stronie Atlantyku,
spędzić z nimi super weekend i dzielić z nimi ten wspaniały czas.
Tak więc polecieliśmy,
tym razem do Londynu, na 48h. Miało być 50 ale lot się opóźnił
o 2h.....tym razem American Airlines się nie popisało. Ale wszystko
dobre co się dobrze kończy. Na szczęście lot był tylko jedyną
nie przyjemną przygodą.
Pomimo, że wiedzieliśmy wcześniej, że samolot jest opóźniony o 2h byliśmy na lotnisku wcześniej. Mieliśmy nadzieję, że uda nam się polecieć jakimś wcześniejszym samolotem.. Niestety się nie udało, tak więc mieliśmy czas na zjedzenie kolacji na lotnisku. W sumie to dobry pomysł bo mogliśmy spokojne spać w samolocie, przespać obiad i obudzić się na śniadanie. Tak więc te 7h lotu jakoś mineło.
Heathrow
lotnisko na pewno należy do jednych z największych lotnisk na
świecie i jest szóste na świecie jeśli chodzi o ilość pasażerów
jaką obsługuje rocznie. Podoba mi się jak to lotnisko ma
rozwiązaną logistykę W końcu tyle ludzi się przez nie przewija i
na pewno nie jest to łatwe a jednak przy wprowadzeniu niewielu
maszyn można to super usprawnić Czego niestety nie można
powiedzieć o innych lotniskach. Tak więc myśmy wlatywali jako
obywatele Unii Europejskiej, co troszkę ułatwiło sprawę przy wlocie.
Nie musisz czekać w żadnych kolejkach tylko przechodzisz przez
bramki które skanują twój paszport, robią Ci zdjęcie i wiedzą,
że to ty. Potem tylko odebranie bagażu i miłych wakacji. Natomiast
w drodze powrotnej też było parę udoskonaleń. Pierwsze to
lotnisko jest podzielone na sekcje i wchodzisz w sekcję która jest
przypisana do twoich linii lotniczych. Takie coś próbują zrobić
na JFK ale niestety co z tego, że weźmiesz drzwi z napisem American
Airlines jak potem musisz iść na koniec terminala. Drugi plus
dostali za sprawdzanie wizy. Robią to jak stoisz w kolejce. Były 3
osoby które chodziły od osoby do osoby i sprawdzały czy masz wizę,
paszport, green card. Przynajmniej nie traci się czasu w kolejce, a
potem się jest krócej przy okienku gdzie nadaje się bagaż.
Kolejny plus to sprawdzenie boarding pass. Wiadomo, że przed
bramkami zawsze sprawdzany jest boarding pass czy na pewno idziesz
do dobrych bramek.. Tutaj robi to automat. Skanujesz boarding pass i
idziesz do bramek na sprawdzenie. Tu niby prosta rzecz ale też
oczywiście z automatyzowana. Na końcu taśmy, która prześwietla
bagaże jest specjalne miejsce na pojemniki, które potem dołem
wracają puste i znów....napełniasz je swoimi rzeczami i tak w
kółko. No i potem już tylko bramki, do samolotu które
przechodzisz bez problemu, no chyba, że jesteś Daruś i cię
wylosują na specjalne prześwietlenie. Ale i tak to idzie szybko.
Tak więc podsumowując Heathrow ma najlepsze usprawnienia jakie do
tej pory widziałam na lotnisku. Na JFK to wszystko robią ludzie
tylko czy przez to jest to bezpieczniejsze? Wątpię. Dodatkowo
Heathrow ma pociąg do centrum Londynu tylko 15 minut.....no dobra 20
jak jesteś na troszkę dalszym terminalu. Jechałam nim przy,
którejś z wcześniejszych wizyt w Londynie. Super sprawa. A JFK?
1:15-1:30 Airtrain + nie punktualne, zatłoczone, brudne metro. Tak, o Tobie piszę MTA.......!!!
Tak więc wylądowaliśmy
i po szybki przejściu granic, nie tracąc czasu ruszyliśmy na podbój
Londynu. Czy 48h jest wystarczające, żeby go zwiedzić? Pytanie czy
chcesz go zwiedzać 48h? Miasta jak Londyn się nie zwiedza, je się
czuje. Oczywiście jest parę miejsc, które każdy chce zobaczyć jak
London Eye, Parlament z Big Benem, Westminster Abbey, Buckingham
Palace, St Pauls Cathedral, London Tower i Tower Bridge. Tylko do
katedr i London Tower można wejść. Katedry to tylko wejście do
środka natomiast w Tower jest muzeum, które pewnie kiedyś
odwiedzimy. Dziś skupiliśmy się na ogólnym zwiedzaniu miasta i
rozpoczęliśmy je od London Eye.
Mała rada? Kup zwykłe
bilety wcześniej na internecie a potem zobacz jaka jest kolejka.
Zawsze można dokupić Fast Track, który się przydaje jak kolejka
jest za długa. Byłam tam dwa razy (za każdym w weekend i to ciepły
weekend). Za pierwszym razem kolejka była mała, za drugim
dokupiliśmy Fast Track. Tak, że wszystko zależy od pogody, pory
dnia, roku, dnia itp.
Widok jest bardzo fajny,
zwłaszcza można zobaczyć jak duży jest Parlament, który stał
się naszą kolejną destynacją.
Zdecydowanie bardzo ładny
architektonicznie, przepięknie położony nad Tamizą i oczywiście
słynny Big Ben. Szkoda, że nie można tam wejść ale się nie
dziwię skoro nadal się tam spotykają ludzie i próbują naprawić
świat z różnym skutkiem.
Z Parlamentu można się
przejść na nogach pod Buckingham Palace. Fajnie jest iść
bocznymi uliczkami, cichymi i czystymi. Mijać tradycyjne wąskie
angielskie domki w zabudowie szeregowej czy tradycyjne budki
telefoniczne czy skrzynki na listy. No i tradycyjne taksówki.....tu
przecież wszystko jest takie królewskie, takie wykwintne.
Buckingham Palace nie jest
już siedzibą królowej. Ona wybrała życie na wsi gdzie można
sobie pojeździć na koniach, pospacerować po niekończących się
obszarach zieleni i być z daleka od tego całego tłumu ludzi. W
Buckingham Palace przyjmowani są nadal oficjalni goście i itp.
Z Buckingham Palace można
się przejść na Trafalga Square albo tak jak my uderzyć na Soho
czyli na najbardziej imprezową część Londynu. Soho zdecydowanie
ma fajne knajpki. Wstąpiliśmy do paru, żeby sobie usiąść odpocząć i napić się dobrego, angielskiego piwa.
Angielskie puby charakteryzują się ciekawym, bogatym wystrojem, tłumami ludzi i dobrymi piwami. Jednak sposób imprezowania różni się trochę od Polskiego czy Amerykańskiego.
Ale o ich stylu picia za
chwilę bo dopiero wracając do domu zrozumieliśmy to wszystko.
Zanim jednak to się stało, nadal chcieliśmy zobaczyć Tower Bridge
jak i Tower gdzie jak już wspominałam jest muzeum. Na Tower Bridge
można również wyjść choć wg. mnie ten most się najlepiej
prezentuje z oddali.
Zarówno most jak i Tower
of London znajdują się troszkę dalej od innych główniejszych
atrakcji jak parlament. Można oczywiście się przejść i zobaczyć
więcej miasta ale nas gonił czas więc wybraliśmy metro (zwane po
angielsku Tube). Dzięki tej podróży Darek zrozumiał określenie
„Mind the Gap” (uważaj na dziurę na peronie). Rzeczywiście w
Londynie są dość duże odległości między pociągiem a peronem.
Wydaje nam się, że miejscami może nawet być ponad 30 cm. Tak więc
trzeba zdecydowanie uważać. Londyńczycy jednak nic z tym nie robią
tylko ostrzegają na prawo i lewo „Mind the gap”. Poza tym
Londyńskie metro jest dość czyste, szybkie i ma wygodne miękkie siedzenia, co zdecydowanie jest
plusem.
Wreszcie przyszedł czas
na powrót. Byliśmy trochę zmęczeni, baliśmy się, że pociągi
przestaną jeździć a my do domu mieliśmy daleko. Nasi przyjaciele
mieszkają na obrzeżach Londynu i trzeba wziąć do nich pociąg.
Dzięki temu zobaczyliśmy jak imprezują Anglicy....do końca. Tak
więc po kolei nasze obserwacje. Po pierwsze to zaczynają dość
wcześnie. Godzina 7 a oni już idą do barów gdzie w NY standardem
jest 22 a w Polsce podobnie 19-20. Zaczynają wcześniej bo mają
restrykcje i nie zawsze mogą sprzedawać piwo do rana. Oczywiście
nadal na wzór amerykański jest dużo miejsc gdzie są kolejki po
godzinie, a ludzie jednak w nich stoją. Angielki zdecydowanie lubią
być wyrozbierane, a że tam nie jest najcieplej to stoją w tych
kolejkach, trzęsą się z zimna, ale plecy i cała reszta na wierzchu.
Kolejna rzecz, którą zauważyliśmy to średnia wieku. Więcej
widuje się starszych ludzi a nie jakieś dzieci. Tak więc średnia
to 30-40 lat czasem nawet 40-50. W zaleźności od miejsca. Ponieważ
bary mają różne, godziny zamknięcia w zależności od licencji, to
mają dzwonki. Dzwonek oznacza, że jest to ostatni dzwonek, żeby
zamówić piwo/drinka.. Jak nam opowiadali, to wtedy wszyscy się
rzucają do baru i biorą po 5 kolejek na osobę. Bo Anglicy niestety
lubią pić do upadłego. Do póki stoją na nogach to piją. A potem
wymiotują w pociągu (wiem, okropne....ale widzieliśmy). Teraz już
się nie dziwię, że w Krakowie swego czasu pojawiały się szyldy,
że angielskich wieczorów kawalerskich nie obsługujemy. Albo, że
hotele nie przyjmowały angielskich dużych grup. Jak oni się opiją
(co widzieliśmy w pociągu) to wymiotują tak po prostu gdzie się
da, śmieją się na cały głos, dyskutują i ogólnie zachowują
się totalnie nie po królewsku. Ciekawe czy wtedy poszczają im
wszystkie ograniczenia, które próbują zachować w normalnym życiu.
No i ostatnia atrakcja na dziś i kolejna rzecz która zaskoczyła Darka (mnie mniej bo już w Anglii byłam parę razy) to było oczywiście rondo. Jest ich w Anglii mnóstwo. Zazwyczaj jest to tylko duża kropka namalowana na drodze. Podobno dzięki temu jest bezpieczniej - chyba naprawdę tak jest a dla turystów jest to kolejna rzecz która cieszy i zaskakuje.
No i ostatnia atrakcja na dziś i kolejna rzecz która zaskoczyła Darka (mnie mniej bo już w Anglii byłam parę razy) to było oczywiście rondo. Jest ich w Anglii mnóstwo. Zazwyczaj jest to tylko duża kropka namalowana na drodze. Podobno dzięki temu jest bezpieczniej - chyba naprawdę tak jest a dla turystów jest to kolejna rzecz która cieszy i zaskakuje.
Drugi dzień spędziliśmy
w Dover, jak pisałam wcześniej 48h jest za mało, żeby poczuć
miasto a za dużo, żeby zwiedzać tylko Londyn. Do Londynu przecież
polecimy jeszcze parę razy, to musimy coś zostawić na kolejne
wizyty. Dlatego jak jesteś tak krótko to proponuję wybrać się na
jakąś wycieczkę poza Londyn. U nas wybór padł na Dover. Dover
jest to port, który strategicznie jest bardzo ważny dla Anglii. To
tu przypływają promy z Francji z samochodami, towarami itp.
Miejsce to od wieków było
bardzo strategiczne i dlatego w XI wieku powstał zamek Dover. Nasz
cel wycieczki. Ogólnie w Anglii, Szkocji i Walii jest multum zamków.
Ale to jest po części urok tego kraju. Tak więc pomimo że Darek w
pierwszym planie wolał się skupić tylko na Londynie to naciskałam
na jakąś wycieczkę poza miasto, do jakiegoś zamku.
Zamek ma wiele
„części”. Najważniejsza część to Tower (wieża) nie tylko
jest to miejsce gdzie można najwyżej wyjść i podziwiać panoramę
ale też miejsce gdzie mieszkał król, cała rodzina, świta i
oczywiście gdzie były największe imprezy. Całe miejsce oddane
jest do zwiedzania ale też bardzo fajnie jest wyposażone. Można na
przykład usiąść sobie na tronie.
Zobaczyć gdzie spał
król, jak urządzona była jego garderoba, kuchnia czy usiąść
przy stole w głównej sali balowej.
Pod zamkiem też jest
bardzo dużo tuneli. Niektóre wybudowane były jeszcze w wieku XIX i
służyły do obrony zamku. Inne to wojenne tunele gdzie znajdowały
się schrony jak i szpital. Właśnie do takiego podziemnego szpitala
udało nam się wejść. Super rzecz.....idzie się tunelami, słucha
się przez głośniki odgłosów jakie tam były na co dzień, z
rzeczy z tamtego czasu otworzyli gdzie co stało. Naprawdę nam się
to podobało.
Jest to coś ciężko do
opisania, bo trzeba to poczuć wszystkimi zmysłami, ale im się udało.
Mają poukładane rzeczy, dźwięki nawet zapach się ulatnia. Nie ma
tylko nowej technologii hologramów, ale może i lepiej bo wygląda to
dość naturalnie. Nawet czasem słychać jakby było bombardowanie i
wtedy lekko przygasają światła.
Zamek jest ogromny i można
spędzić tam prawie cały dzień tak jak myśmy to zrobili tak więc
wycieczka na białe klify niestety nam się nie udała. Białe klify
zaczynają się w Dover i są specyficzne dla tego rejonu. Widać je
trochę z zamku natomiast można też się na nie przejść. No nic
może następnym razem.
I na tym mniej więcej
kończy się nasza wycieczka. Reszta to lokalnie w Brentwood gdzie
mieszkają nasi znajomi. Wieczorem odwiedzenie lokalnego baru na
piwko, a w poniedziałek spacerek po lesie. Ale w końcu o to
chodzi.....najlepiej podróżuje się z przyjaciółmi bo dzieli się
z nimi najlepsze chwile, spędza się fajnie czas i nadrabia
zaległości. To kto ma ochotę polecieć z nami do Włoch i
Francji w Alpy?.....to już niedługo....kolejny krótki wypad do
Europy.....rok 2015 zdecydowanie jest pod hasłem Europa, ale jak tu
nie kochać starego kontynentu.
Ilona
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz