poniedziałek, 17 listopada 2014

2014.11.15-Adirondack Mountains, NY

Sobota....3 nad ranem....co robi wiekszosc Nowojorczykow? Na pewno nie to co my. Kiedy zamykaja bary i oni wracaja do cieplych lozeczek....my pakujemy samochod i ruszamy 300 mil na polnoc do zimnego Lake Placid w Adirondack. Uwielbiam wyjezdzac w nocy z NY bo w ciagu 15 minut jestesmy juz na George Washington Bridge. Plan na najblizsze 48h miesci sie w jednym slowie, Whiteface. W pierwszy dzien chcemy zdobyc szczyt szlakiem turystcznym, natomiast w drugi dzien trasami narciarskimi. Resort narciarki nie jest jeszcze otwarty ale podobno jest juz wystarczajaco duzo sniegu na biale szalenstwo. Nartki jada z nami. W koncu trzeba otworzyc sezon narciarski.
 
 
Po pieciu godzinach jazdy pustymi drogami przyjezdzamy do Lake Placid, ktore przywitalo nas niewielka warstwa sniegu.
 
 
Nasz hike rozpoczynamy z Connery Pound Rd. Do przejscia mamy 5.8 mili w kazda strone i musimy sie wspiac 3200 ft. Trafilismy na piekna sloneczna pogode, temperatura -6st C na dole. 

 
Szlak rozpoczal sie bardzo lagodnie na wysokosci 1660ft. Pierwsze 2,5 mili szlismy szeroka, lesna droga, nie wiele wznoszac sie do gory.
 
 
 Przy jeziorze Lake Placid szlak ostro skreca w prawo ale dalej lagodnie podnosi sie do gory.
 
 
 
Po pokonaniu kolejnej mili dochodzimy do szalasu (2100 ft.). Od teraz zacznie sie jazda. Mamy do pokonania 2 mile i 2800 ft. Po krotkiej przerwie i goracej herbatce atakujemy Whiteface.

 
Lesna sciezka z duza iloscja korzeni i kamieni, ale jeszcze bez duzego sniegu ani lodu wspielismy sie kolejne 1000 ft.
 
 
Na wysokosci 3200 ft bylismy zmuszeni do zrobienia krotkiej przerwy i zalozenia rakow. Od tego momentu szlak zaczal sie wspinac ostro do gory po oblodzonych skalach.
 
 
Wraz z wysokoscia zaczelo tez przybywac sniegu. Troche ponad 4000 ft las zaczal zamieniac sie w kosodrzewine. Na pewno duzym plusem byly piekne widoki jakie ukazaly sie naszym ocza ale niestety las juz nas nie chronil przed mocnym, mroznym wiatrem. 
 

Ostatnie 600 ft pokonywalismy prawie przez godzine wspinajac sie po duzych oblodzonych glazach. Do tego nieustanny wiatr nie ulatwial nam zadania.
 
 
Po 5,5h wspinaczki stanelismy na szczycie Whiteface. Widzielismy pare ludzi na szlaku ale na szczycie bylismy jedyni. 
 

Temperatura i wiatr nie pozwalal nam delektowac sie pieknymi widokami ze szczytu wiec po 15 minutach i zrobieniu kilku pamiatkowych zdjec ucieklismy troszke w dol gdzie od zawietrznej strony zrobilismy sobie przerwe na uzupelnienie kalorii. Tu musze dodac ze termos, ktory dostalem od rodzicow na urodziny spelnil niesamowicie swoje zadanie. Herbata po 12h w tak niskich temperaturach dalej byla wrzaca. Jeszcze raz dziekuje Wam rodzice, uratowaliscie nam zycie.
 

W dol schodzilismy dosc szybko. Po pierwsze mielismy raki, ktore niesamowicie trzymaly sie na lodzie jak i sliskich mokrych skalach czy drewnianych kladkach nad strumykami. Po drugie chcielismy pokonac trudny odcinek jeszcze przy swietle dziennym. W okolicach 3000 ft musielismy juz zalozyc lampki ale na szczescie moglismy tez sciagnac raki. 
 
 
Po 4h od szczytu doszlismy do naszej cieplutkiej Mazduni. A po kolejnych 15 minutach bylismy juz w naszym motel Alpine Country Inn & Suite. Bardzo fajny, przytulny motelik. A dlatego, ze jestesmy fajni wlasciciel dal nam apartamemt w cenie zwyklego pokoju. Resztkami sil odpalilismy naszego grilla i przygotowalismy przepyszne hamburgery, ktore idealnie komponowaly sie z winkiem Banschee, Pinot Noir 2012.
 
 
Bardzo szybko po kolacji padlismy do lozek. 

Niedziela...dzien zaczal sie bardzo ciezko...trzeba bylo wstac z lozka. Zakwasy daly nam sie we znaki. Jest to dowod ze troszke inne miesnie pracuja jak sie wspina w rakach. Najlepszym sposobem na rozchodzenie zakwasow jest hike. Tak wiec plan pozostaje bez zmian. Chcemy sie wspiac trasa narciarksa na Whiteface aby potem zjechac w dol. 
Bedac w Lake Placid nie mozna nie zjesc sniadania w "The Breakfast Club". Maja wiele pysznych opcji ale dla nas wygrywaja jajka benedykta z lososiem. Pychota...

 
Po obfitym sniadaniu trzeba sie wziasc do roboty. Z Lake Placid do Whiteface jest 9 mil. Podjezdzajac pod wyciagi ku naszemu zaskoczeniu zauwazylismy ze gondola jest czynna i ludzie jezdza na nartach. To oznacza ze nasz plan wspinaczki legl w gruzach. Ja juz w motelu przymierzalem raki do butow narciarskich a tu nic z tego. Skoro wyciagi sa otwarte to obsluga zabrania wspinaczki w gore po trasach narciarskich. Tak wiec nie pozostalo mi nic innego jak kupic bilet i rozpoczac sezon narciarski w polowie listopada. Bez kolejek w ciagu paru minut udalo sie wyjechac na szczyt.
 
 
Po zrobieniu paru zakretow na nartach bylem wdzieczny ze otwarli wyciagi bo przy takich zakwasach nie doszedlbym tak wysoko albo by to trwalo caly dzien. Warunki narciarkie jednak nie byly dobre, duzo muld i lodu. Ale jak na poczatek sezonu nie mozna narzekac. Po trzech zjadach moje nogi powiedzialy "przerwa" wiec dolaczylem do Ilonki, ktora relaksowala sie przy piwku i ksiazce. Goose IPA dodal mi energii, ktora wystarczyla jeszcze na pare zjazdow.

 
Bylo to cudowne zakonczenie weekendu, rozpoczynajacego sezon narciarski. Teraz zostalo juz tylko 300 mil do Nowego Jorku gdzie na koszulce z 46 szczytami bedziemy mogli odznaczyc kolejny zdobyty szczyt.
 
 

Darek

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz