Szwajcaria nie ma swojej własnej
stolicy....tak też jestem tym mega zaskoczona ale taka jest prawda.
Największe miasto to Zurich natomiast siedziba rządu to Berno.
Można więc uznać Berno za stolicę choć formalnie podobno nigdzie
prawnie nie jest ona ustalona.
Tak więc będąc po raz pierwszy w
Szwajcarii nie mogłam nie odwiedzić tego miejsca. Zwłaszcza, że
uwielbiam odwiedzać nowe miasta. Chyba mi to pozostało po
delegacjach jakie miałam we wcześniejszej firmie. Uwielbiałam
uczucie, kiedy przyjeżdżałam/przylatywałam do nowego miasta.
Byłam sama i próbowałam się rozeznać gdzie jest co. Czasem
służbowo wracałam do tych samych miast ale nadal było coś do
odkrycia....coś lokalnego.
Tak więc ponieważ dziś w Zermatt
pogoda była taka sobie postanowiłam wsiąść do pociągu byle
jakiego (no może nie tak byle jakiego) i odwiedzić Brno.
Z Zermatt do Bern jedzie się 2,5h.
Trzeba się przesiąść w Visp ale na szczęście pociągi są bardzo
dobrze skoordynowane i na przesiadkę ma się nie więcej niż 10
minut. Do Visp jedzie Glacier Express który potem kontynuuje drogę
aż do St Moritz. Cała długość trasy ma 291 km a podróż zajmuje
8h. Podobno jest to najbardziej widokowy, popularny pociąg w
Szwajcarii. W sezonie letnim trzeba na niego robić rezerwację na
przód bo chętnych jest wielu. Ja pokonałam tylko mały kawałek
tym pociągiem. Widoki były fajne ale szczerze to wolę być wysoko
w górkach i nie było dla mnie żadnego WOW....jeśli chcesz
zobaczyć fajne górki oczywiście najlepiej na nie wyjść ale jeśli
nie jesteś górołazem to akurat w Szwajcarii mają bardzo dużo
kolejek na szczyty górskie skąd można podziwiać widoki. Drugi
pociąg z Visp do Brna to już ekspres, który jechał większość
w tunelach ale czasem i tak nie pokonał pociągu Frankfurt-Kolonia
czy Japońskich Shinkansen'ów.
Berno słynie głównie ze swojego
starego miasta, które jest w czołówce dziedzictwa UNESCO. W 1405
roku miasto, wówczas drewniane, spłonęło doszczętnie i zostało
odbudowane. Tym razem do budowy użyli piaskowca.
Dworzec główny oczywiście jest zaraz
przy starym mieście więc nie miałam problemu z trafieniem. Nie
miałam, żadnego planu....miałam ochotę powłóczyć się z
aparatem po mieście i zobaczyć czym mnie zaskoczy przez najbliższe
4h. i szczerze.....troszkę mnie rozczarowało.
Zdecydowanie można nazwać to
Europejskim miastem z dużą ilością kamienic i ulicami
wybrukowanymi kocimi łbami. Kamienice przypominają jednak te z
ul.Krakowskiej w Krakowie. To znaczy mają dużo arkad a samo wejście
jest schowane. W przejściu pod Arkadami. Ma to swój urok ale
niestety 95% lokali zostało zajętych przez sklepy z ciuchami albo
zwykłe sklepy spożywcze. Brakowało mi małych klimatycznych
kafejek gdzie można wstąpić na kawę i ciacho. Drugim minus
dostali za ulice....teoretycznie ludzie chodzili po ulicach i nikt
się nie czepiał ale tramwaje i taksówki nadal jeździły po tych
ulicach. Jeździły wolno ale i tak trzeba było uważać. Myślę,
że to i pogoda sprawiły, że brakowało ulicznych grajków.
Zaplusowali mi detalami....co jakiś
czas na ulicy pojawia się mała fontanna która zawsze ma jakąś
figurkę, to samo z kościołem czy innymi elementami dekoracyjnymi.
Bardzo ciężko mi opisać to
miasto....mam jakiś taki niedosyt...może miasto było “uśpione”
z powodu sezonu albo środka tygodnia, ale przecież w Krakowie czy
Pradze ludzie są zawsze. Może nie jest to tak popularna destynacja
turystyczna jak Wiedeń czy wspomniane wyżej miasta i dlatego tłum
turystów nie zalewa miasta....pewnie to i dobrze. Zauważyłam
również, że było stosunkowo mało sklepów z pamiątkami....chyba
więcej było McDonalds niż sklepów z pamiątkami. Więc pewnie
turystów tu za dużo nie mają. A'propo McDonalds....rzuciła mi się
w oczy cena nowej kanapki...reklamowali jakąś tam nową kanapkę i
zobaczyłam jej cenę....było 7.30 CHF...samej kanapki...WOW...ja
wiedziałam, że w Europie McDonald wcale nie jest tani ale jakoś po
pobycie w NY ta cena mnie zaskoczyła....może i dobrze, przynajmniej
dlatego nie ma tak dużo grubych ludzi w Europie.
Poszwendałam się po mieście,
zobaczyłam kościół i ratusz. Powinnam jeszcze zaglądnąć do
lokalnego baru aby “zaliczyć” miasto ale jakoś żaden mnie nie
zachęcił. i wróciłam do Zermatt tą samą drogą.
Ilona
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz