Dzisiejszego poranka
chcieliśmy pospać dłużej ale przecież tu są tak piękne góry,
że nie wolno marnować czasu na sen. Pół przytomni, po szybkim
śniadaniu zapakowaliśmy się do kolejki liniowej na Aiguille du
Midi i w ciągu 20 min znaleźliśmy się 3 km nad doliną
dokładnie na wysokości 3842 m.
Po wyjściu z wagonika
kolejki przywitało nas orzeźwiające, mroźne (-15C) powietrze.
Byliśmy w szoku jak w tak trudnych, niedostępnych, pionowych
skałach potrafili zbudować tak obszerny kompleks, restauracji,
tuneli, wind, pomostów i wiele innych wiszących „chodników”, które
ułatwiają zwiedzanie i oglądanie alpejskich lodowców.
Jest to też miejsce gdzie
możesz się znaleźć najbliżej Mont Blanc (4809 m), bez
konieczności wspinania się.
Jet-lag, brak aklimatyzacji i ogólne zmęczenie powinno nas usypiać i męczyć, ale było wręcz przeciwnie. Mroźne powietrze plus podekscytowanie miejscem dodawało nam energii. Więc zaglądaliśmy w każdy kąt.
Jet-lag, brak aklimatyzacji i ogólne zmęczenie powinno nas usypiać i męczyć, ale było wręcz przeciwnie. Mroźne powietrze plus podekscytowanie miejscem dodawało nam energii. Więc zaglądaliśmy w każdy kąt.
Oczywiście udaliśmy się
do miejsca z którego parę lat temu (ok. 7-9 lat temu) zaczęliśmy
zjazd słynnym lodowcem Vallee Blanche, ponad 20 km lodowcem w dół.
Był to wspaniały zjazd, ale tym razem nie mieliśmy nart, ani
przewodnika a i śniegu nie było tyle co ostatnim razem.
Mieliśmy tyle energii, że
dalej nasz hike był w planach więc zjechaliśmy kolejką do połowy
skąd rozpoczęliśmy nasz 5km hike do Montenvers.
Bardzo łatwy hike, większość trasy trawersujesz zboczami aż dochodzisz do przełęczy Signal Forbes (2198 m.).
Bardzo łatwy hike, większość trasy trawersujesz zboczami aż dochodzisz do przełęczy Signal Forbes (2198 m.).
Do przełęczy szliśmy
cały czas w słońcu, więc szlak był suchy i łatwy. Od przełęczy
czuliśmy zimne powietrze z lodowca, które w połączeniu z północnym
stokiem zmusiło nas do założenia raków. Bo schodzenie w dół po
lodzie bez raków nie jest takie przyjemne.
Po około pół godziny od
przełęczy doszliśmy do kolejki górskiej, skąd planowaliśmy
zjechać do Chamonix. Mieliśmy w planie też dojść do lodowca
Vallee Blanche, ale ostatni pociąg był o 16:30 i moglibyśmy na
niego nie zdążyć. Co by oznaczało schodzenie na nogach do
Chamonix. Troszkę za długo, biorąc pod uwagę, że musimy dziś
jeszcze jechać do Aosty.
Podeszliśmy do tarasu
widokowego, skąd podziwialiśmy przepiękny język lodowca i aż
łezka się kręciła w oku, że nie mogliśmy go dotknąć.
Obiecałem mojej żonie, że tu wrócimy. Druga łezka się zakręciła
w pociągu jak zobaczyłem ludzi, których ubiór i plecaki mówiły,
że bawili się tu dłużej niż jeden dzień.
Po kolejnych 30 minutach
znaleźliśmy się w ciepłym Chamonix, gdzie ludzie siedzieli w
restauracjach w koszulkach opalając się na tarasach. Poszliśmy w
ich ślady i oglądaliśmy zachód słońca we Francuskich Alpach,
schładzając się piwkiem.
Będąc we Francji i nie
zjeść Macarons, to jak być we Włoszech i nie zjeść pizzy.
No i w drogę. Szybki
przejazd pod tunelem Mont Blanc i po godzinie byliśmy już w Aoscie,
w hotelu HB w centrum miasta.
Darek
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz