Dzisiejszy dzień był
zupełnie inny niż wczorajszy. Z czym wam się kojarzy Dolina
Śmierci??? Gorące klimaty, sucho i pustynnie. Do dzisiaj też tak
nam się wydawało.
Dolina Śmierci to też
wysokie góry sięgające powyżej 10000 feet, gdzie śnieg leży pół
roku. Telescop Peak jest najwyższym szytem w tym parku i sięga
11,043 ft. (3,366m). Oczywiście to też był nasz cel dzisiejszego
dnia. Szlaków jest pełno na wiele innych szczytów ale my
chcieliśmy uderzyć na najwyższy. Mieliśmy co prawda plan zapasowy
jakby na Teleskopie było za dużo śniegu.
Pobudka musiała być w
środku nocy bo przecież ten park jest ogromny. Z hotelu na początek
hiku jest 124 mile (200 km). Na szczęście większość drogi była
asfaltowa, tylko ostatnie parę mil był off-road, ostro do góry po
śniegu. Ale mając taki samochód, nie było żądnego problemu.
Ja jak i pewnie większość
z was uważałem, że duże amerykańskie samochody to przerost formy
nad treścią. Wypożyczyliśmy z Budget Forda F-150 XLT
pickup-truck. Zdecydowałem się na to z paru powodów. Po pierwsze
jeździliśmy po tych rejonach Jeep'em Cherokee, fajny samochód ale
nie na off-road. Po drugie żadna wypożyczalnia nie gwarantuje
samochodu z napędem na 4 koła z blokadami. Chyba, że wybierzesz
pick-up. I powiem wam, jest tańszy niż full size SUV. Ford jest
mocny, niezawodny, potężne koła, dużo miejsca no i paka na którą
można wrzucić wszystko jak brudne buty po hiku...i śmierdzące
skarpetki też.
Wiadomo, mieszkając w
dużych miastach nie potrzebujesz takiego samochodu. Ale tutaj to
zupełnie inna bajka. Na parkingach czujemy się jak lokalni, turyści
nas zaczepiają i pytają o drogę. Pewnie pomyślicie, że ten silnik
V8, pewnie ponad 4 litry dużo pali. Spalał nam prawie tyle co nasza Mazda, No chyba,
że się bawisz off-road. Ale to już inna kwestia.
No ale wracając do hiku,
to o 8:15 wyruszyliśmy z nadzieją zdobycia szczytu. Jest to długi
hike, 14 mil (22.5 km) w obie strony i 3tys ft. do góry. Jest to bardzo dużo,
zwłaszcza, że start jest z 8000 ft. A my oczywiście nie mieliśmy
aklimatyzacji – wręcz przeciwnie, wczoraj chodziliśmy po depresji.
Wyruszając było dość
zimno (ok. 20F /-6C) ale to nas nie martwiło. Martwił nas dość
mocny wiatr. Miejmy nadzieję, że wschodzące słońce zmniejszy
jego siłę. Pierwsze 2 mile i 1500 ft do góry szło się dość
przyjemnie po zboczu grani. Większość czasu trasa jest nie
zalesiona więc widoki na całą Dolinę Śmierci były fascynujące.
Czas szybko mijał i o 10
rano byliśmy na przełęczy gdzie ukazał się nasz cel. Śniegu
dalej nie było dużo natomiast wiatr stawał się coraz mocniejszy,
zwłaszcza na odkrytych terenach. Pozapinaliśmy nasze kurtki i
wzięliśmy się do roboty. Niestety szlak schodził trochę w dół
(ok. 300 ft.) fajnie się schodziło ale wiedzieliśmy, że będziemy
musieli to wcześnie czy później nadrobić. Na tym odcinku wiatr
był dość mocny więc walcząc z nim nie zwracaliśmy uwagi na
utratę wysokości.
Ok. 11:30 podeszliśmy pod
zbocze Telescop Peak. Na szczyt mieliśmy 1500 ft i 2-3 mil. Na tym
etapie nasza woda już zamarzła pomimo że wydmuchiwaliśmy ją z
rurek. Wszędzie do tej pory to zdawało egzamin czyli musiało być
bardzo zimno. Do tego coraz to mocniejszy wiatr, na pewno nam nie
pomagał. Ale my się dalej nie poddawaliśmy. Stromymi zig-zak'ami
wspinaliśmy się do góry. Mimo, że mieliśmy zimowe buty i
rękawice to czuliśmy, że długo w takich warunkach nie możemy
przebywać a na pewno nie zatrzymywać się. Było już ponad 10 000
ft. czyli jednocześnie ubywało tlenu.
Nie mieliśmy za wiele
czasu (mróz i wiatr,) ale szło się dość wolno. GPS nam pokazywał,
że ciągle jeszcze dużo mamy. Miejscami nogi nam się plątały (na
stromym zboczu) bo wiatr ciągle próbował nas przewrócić.
Wysokość 10 800 ft. -
decyzja zespołu, WRACAMY. Wiem, zostało 200 ft do szczytu ale w tych
warunkach to może być nawet ponad godzina w dwie strony. Nie wiemy
jaka dokładnie była temperatura ale chyba nigdy nie byłem w tak
silnym, mroźnym wietrze (windchill dochodził do minus
kilkudziesięciu stopni C). Parę godzin później jak grzaliśmy się
w samochodzie to aż czuliśmy pieczenie skóry. Ciekawe komu
pierwszemu będzie schodzić skóra z twarzy. W samochodzie
dziękowaliśmy sobie nawzajem za mądrą decyzję. Mądry jest ten
kto zawróci a nie ten kto nie wróci., albo wróci z odmarzniętymi
palcami i nosem.
Nie wiem czy będziemy
wracać na ten szczyt, bo byliśmy prawie na szczycie, więc widoki są
porównywalne. Ty należysz do szczytu tak długo jak z niego nie
zejdziesz, a nie jak go tylko zdobędziesz. Oczywiście bardzo
polecamy ten hike, przepiękne widoki, nie techniczny i dość łatwy
pod warunkiem, że pogoda sprzyja. Jego nawet można robić w lato,
pomimo że wtedy na dole jest 130F, to na górze powiewa przyjemny
chłodek. Pamiętajcie 14 mil na tej wysokości to nie jest spacer w
parku.
Nagrodą za ten hike była
droga mleczna. Tak jak widzieliśmy gwiazdy dzisiaj to chyba nigdy
nie widzieliśmy, aż było biało na niebie. Dolina Śmierci ma
certyfikat czarnego nieba jako jedyny park w kontynentalnej części
Stanów (nie licząc Alaski). Dziś już jesteśmy za bardzo zmęczeni
ale jutro aparaty, kamery i statywy pójdą w ruch.
Taki dzień
trzeba zakończyć w Steakhousie. Dobre mięsko i pyszne wino....mam
nadzieję, że na tej pustyni coś najdziemy bo polować już nie
mamy siły.
Darek
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz