Dolina Śmierci (Death
Valley) jest doliną położoną we wschodniej Kalifornii i w małej
części w zachodniej Nevadzie. Obszar ten jest najniższy,
najsuchszy i najcieplejszym rejonem w Północnej Ameryce. W dolinie
tej znajduje się oczywiście Park Narodowy, który jest największym
Parkiem Narodowym w „lower48” (w USA z pominięciem Alaski). A
myśmy jeszcze go porządnie nie zwiedzili. Raz parę lat temu
przejeżdżaliśmy przez niego ale teraz chcieliśmy go naprawdę odkryć.
Tak więc bez większego
zastanowienia wybraliśmy Dolinę Śmierci jako nasz kolejny cel
podróży. I muszę przyznać, że jestem zaskoczona jak wiele jest
tu ludzi pomimo że park ten nie należy do najbardziej popularnych.
Geologiczna historia parku
jest bardzo złożona, sięga aż 1.7 miliarda lat wstecz i trwa cały
czas.. Geologowie z całego świata, zjeżdżają się tutaj w celu
badania naszej planety. Wszystko mają podane jak na tacy.
Park leży na granicy
dwóch płyt tektonicznych, z których jedna zaczęła nachodzić na drugą. Tak powstało pasmo górskie Panamint, w zahodniej części
parku. Dawniej było tutaj ciepłe morze, więc góry Panamint odgrodziły to
morze od reszty, tworząc gigantyczne jezioro. Klimat był (dalej
jest) bardzo suchy, więc jezioro wyparowało zostawiając wielkie
pokłady soli. Po drodze jeszcze było wiele wulkanów i innych
geologicznych wydarzeń.
Dolina Śmierci jest chyba
najbardziej słynna z Badwater Basin czyli z największej depresji w
Ameryce Północnej (-282 ft /-86m). Tak więc miejsce to
postanowiliśmy odwiedzić w pierwszy dzień. Nie myślcie jednak, że
Death Valley to tylko depresja. Są tu również przepiękne góry
sięgające nawet 11043 ft (3366 m), Telescope Peak. Patrząc na ten
szczyt z -282 ft czujesz się jakbyś był w base camp i patrzył na
Mt. Everest (podobne różnice wysokości), ciekawe....
Jadąc z Pahrump (gdzie
mamy hotel) do Badwater Basin zatrzymaliśmy się po drodze w paru
ciekawych miejscach. Pierwsze to Zabriskie Point. Roztacza się
stamtąd niesamowity widok na osady skalne powstałe w wyniku
wysuszenia jeziora Furnace. Jezioro to znikło 5 mln. lat temu, długo
przed tym jak w ogóle Dolina Śmierci została stworzona.
Ciekawa jest jednak nazwa
tego punktu. Czy Zabriskie nie brzmi wam jak coś z polskiego??? I
macie rację. Zabriskie to jest nazwisko vice-presydenta firmy
Pacific Cost Borax, która była amerykańską kopalnią założoną
w 1890 roku. Firma ta wkopywała i przewoziła duże ilości boraksu
między innymi w Death Valley. A co do tego ma Polska? No więc Pan
Zabriskie był potomkiem Polskiego szlachcica Albrychta
Zaborowskiego. Polacy są wszędzie.
Miejsce to jest również
bardzo popularne w pop-kulturze. Wiele piosenek nawiązuje do tego
miejsca jak również wiele filmów szczególnie o Marsie było tu
nakręconych. Jakoś mnie to nie dziwi bo miejsce narawdę wygląda
jak z kosmosu.
Następnie postanowiliśmy zagrać z diabełkiem w golfa i pojechaliśmy na Devils Golf Course. Jest to niesamowity obszar stworzony przez erozje (wiatr i wodę) solnych skał. Skały te są tak niesamowicie poszarpane, że tylko diabeł mógłby tam grać w golfa.
Skałki te są tak ostre, że
lekkie dotkniecie ręką od razu przebija skórę. Chodząc po nich sól skrzypi a but mocno trzyma się ostrych krawędzi. Prawie jakbyś chodził w rakach po lodowcu.
W końcu przyszedł czas
na atrakcję dnia. Depresja Badwater Basin. Jest to niesamowity
krajobraz. Płaszczyzna ciągnąca się kilometrami, pokryta płatami
soli. Miejsce zdecydowanie niesamowite i można się poczuć jak nie
na naszej planecie.
Oczywiści jak to bywa w
Parkach Narodowych w Stanach, w większości przypadków możesz
chodzić gdzie chcesz. Tak więc szybko z Darkiem postanowiliśmy
przejść się na drugi koniec aby odejść od ludzi, sprawdzić jak
zmiania się krajobraz z przede wszystkim poczuć się jak na środku
niczego.
Niesamowite jak człowiek
się staje mały w porównaniu z ogromem rzeczy, które natura
stworzyła. Pokłady solne „żyją” i ciągle się powiększają
a płaty zmieniają kształty. Gdzie nie sięgniesz wzrokiem jest biało...nie ma to jak White Christmas. Od czasu do czasu po ulewnych
deszczach tworzą się tam jeziora ale zazwyczaj szybko wysychają.
Badwater Basin czerpie sól z systemu drenażowego całej doliny.
System ten ma ponad 9000 mil kwadratowych, to jest więcej niż
powierzchnia stanu New Hempshire.
Ciężko jest opisać to
miejsce słowami. Tu jest tak piękne i unikatowo, że każdy
powinien tu być. Ale nie jak większość turystów, którzy tylko
dochodzą do początku, pstrykają zdjęcie i wracają. Prawdziwe
wrażenia pojawiają się jak stoisz tam na środku, otoczony solą i
górami i nie ma nic poza tym. Tylko płaszczyzna, tak idealnie równa że aż widać krzywiznę Ziemi.
Kojocik??? A co ty tutaj
robisz??? Po hike w Badwater (ok. 5 mil) pojechaliśmy dalej główną
drogą aby potem wrócić mniej uczęszczaną , off-road drogą West
Side Road. No i tak jedziemy, podziwiamy widoki a tu nagle na naszej
drodze pojawiają się kojoty. Muszę przyznać, że troszkę mnie
zaskoczyło, że nie bały się auta ani ludzi. Zamarły w
oczekiwaniu co się stanie ale nie uciekały. Hmmm....mam nadzieję,
że jutro ich nie spotkamy w górach.
Poza kojotami oczywiście
było dużo kruków i innych ptaków. No i tak nam minął dzień.
Niestety dni są teraz krótkie więc w miarę szybko wróciliśm do
hotelu. Jutro planujemy zdobyć Telescop Peak (najwyższy szczyt w
Death Valley). Trzymajcie kciuki.
Ilona
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz