Jeden z piękniejszych parków
narodowych w Stanach. Swoją nazwę wziął od ilości łuków
skalnych (Arche), które się tam znajdują. Łuki skalne można
znaleźć w wielu miejscach ale w tym parku jest ich najwięcej w
stosunku do powierzchni ziemi. W parku można znaleźć ponad 2tys
łuków. Część z nich widoczna jest z drogi która prowadzi przez
park, do niektórych trzeba się troszkę przespacerować a do innych
czasem jest trudno dojść lub wymaga bardziej zaawansowanego hiku.
Park leży na złożach soli które są
odpowiedzialne za formacje skalne jakie występują tam.
Złoża soli na tym terenie (Colorado
Plateau) powstały 300 mln. lat temu kiedy to morze
pokrywało ten obszar aż w końcu wyparowało zostawiając po sobie
sól. Mechanizm powstawania łuków skalnych jest bardzo złożony. W
wyniku procesów erozji i wietrzenia powstają szczeliny w skałach tworząc mury skalne. Następnie wiatr, mróz, lód i woda powodują
odpadanie części piaskowca i tworzą się dziury, łuki, okna i
inne formacje skalne. Aby formacja skalna dostała
nazwę Łuk (Arch) musi mieć co najmniej 90 cm (3 ft.) długości i
oczywiście wyglądem przypominać łuk.
Park zwiedzać
można na trzy sposoby, jeżdżąc samochodem, spacerując po
wyznaczonych trasach albo robić backpacking, spać na kempingach i
odkrywać park na własną rękę. My połączyliśmy samochód z
nogami i zwiedziliśmy miejsca ogólnie dostępne dla ludzi.
Przez
park prowadzi droga na której jest parę punktów widokowych i
zjazdów w bok. Jak to bywa w
parkach narodowych wszystko jest dobrze oznakowane węc nie ma
problemu ze znalezieniem drogi.
Pierwszy nasz
punkt to panorama na góry La Sal. Jest to pasmo górskie ciągnące
się na granicy Utah i Colorado. Najwyższy szczyt Mount Peale sięga
3877 m (12,721 ft.).
Następnie
pojawiła się formacja skalna zwana Courthouse (Sąd). Zaraz na
przeciwko “Sądu” jest miejsce w którym kiedyś był Arch ale
się zawalił.
Natomiast już obok tworzy się nowy “Baby Arch”. Niesamowite, że
łuki skalne tak jak inne organizmy żywe mają swój cykl. Tworzą
się (rodzą), żyją a na koniec są już tak słabe, że ulegają
zniszczeniu. Natomiast nadal tworzą się nowe. Pewnie za parę
tysięcy lat ten park będzie wyglądał całkiem inaczej ale jedno
jest pewne...nadal będzie dużo Arches.
Petrfied
Dunes to kolejny nasz przystanek. Wydmy te kiedyś były normalnymi
wydmami piaskowymi ale skamieniały
i
teraz są po prostu zwykłymi skałami. Kiedyś były to zwykłe
piaskowe wydmy. Było to około 200 mln. lat temu. Czas i warunki
atmosferyczne “zacementowały” piaskowe wydmy I stworzyły skały
w kształcie wydm. Ciekawe
czy można tam znaleźć jakieś ślady dinozaurów.
Kolejna formacja
skalna bardzo nas “zdziwiła”. Byliśmy w szoku jak na czubku
kolumny może utrzymać się potężny głaz skalny. Formacja ta
nazywa się “Balanced Rock”. Podstawa tej formacji skalnej ma 39
m (128 ft.) a wraz z balansującą skałą na szczycie wzrasta o
kolejne 16.75 m. (55 ft.).
Następnie
droga odbija w prawo i prowadzi do rejonu zwanego The Windows
Section. Podobno jest to najpiękniejsza część parku i
rzeczywiście bardzo nam się podobała. Swoją nazwę wzieła od
formacji skalnej “North and South Window” (Północne i
Południowe
Okno).
W rejonie tym
znajduje się również Turret Arch. Z parkingu można obejść na
około oba Okna i przejść do Turret Arch a następnie wrócić
troszkę inną trasą spowrotem na parking.
Troszkę dalej z
tego samego parkingu jest szlak na Double Arch. Są to dwa łuki,
które mają wspólny koniec. Jest to trzeci co do wielkości Łuk
skalny w tym parku. Jego większe sklepienie ma wymiar 44x34 metrów
(144x112 ft.) a mniejsze 20x26 m. (67x86 ft.).
Następny
przystanek to Delicate Arch. Byliśmy na nim już wczoraj ale w nocy.
Dziś chcieliśmy go zobaczyć z punktu widokowego. Mieliśmy plan
również iść na górę i powtórzyć hike z wczoraj. Niestety z
hiku musieliśmy zrezygnować bo nadal w planie mieliśmy hike w
Devil's Garden. Tak więc podjechaliśmy na Delicate Arch Upper View Point. Z dołu jednak Łuk ten nie wygląda tak fajnie jak z góry.
Można podejść trochę dalej po skałach pomimo, że trasa się
kończy ale nadal Arch jest dość daleko.
Do
Delicate Arch można dojść trasą 4.8 km (3 mi), którą to
zrobiliśmy dzień wcześniej. Jak już wspominałam dziś musieliśmy
wybrać czy chcemy iść na Delicate Arch czy to Devil's Garden.
Wybraliśmy diabełka ale i tak podjechaliśmy na parking Wolfe Ranch
skąd zaczyna się hike na Delicate Arch i podeszliśmy kawałek,
żeby zobaczyć Petroglyphs, rysunki Indian. Idąc na Delicate Arch
warto zboczyć troszkę z trasy i zobaczyć te rysunki.
W końcu
przyszedł czas na Devil's Garden hike. Jest to ok. 12 km (7 milowy)
spacerek, który na początku prowadzi wydeptaną trasą. Ładnie
utrzymywana trasa prowadzi do Landscape Arch. Po
drodze można jeszcze zejść do Pine Tree Arch i Tunnel Arch. Warto
zboczyć z drogi bo trasa nie jest trudna a łuki są dość ciekawe.
Następnie
kontynuowaliśmy spacerek do Landscape Arch.
Jest
to
największy łuk
w tym parku. Jest on dość cienki i delikatny. Do 1991 roku można
było podchodzić pod sam łuk. Niestety w tym właśnie roku łuk
pękł i część jego się zawaliła. Jest
wiele teorii dlaczego skały popękały. Jedna z teorii mówi, że
wcześniej padało przez wiele dni, piaskowiec z którego zbudowany
jest łuk nasiąkł i stał się bardzo ciężki a dodatkowo niskie
temperatury sprawiały, że woda zamieniała się w lód i pomału
rozsadzała skały. Na szczęście nikt nie zginął w tym wyadku ale
spadło wówczas 180
ton kamieni.
Od tego momentu
trasa zaczyna być trudniejsza. Jak jej sama nazwa mówi, trasa jest
prymitywna “Primitive Trail”. Jest to loop i można obejść na
około dochodząc do takich miejsc jak Double O Arch, Private Arch,
Navajo Arch i Partition Arch.
Pierwsze
6.4 km (ok. 4 mile) trasa prowadzi bardzo widokowym szlakiem. Na
początku było ostrzeżenie, że trasa jest dość trudna ale nie do
końca rozumieliśmy co mają na myśli, gdyż trasa zaczęła się
dość łatwo omijając większe kaniony, skały itp. Potem zaczęła
się zabawa. Do przejścia mieliśmy parę murów skalnych. My je
nazwaliśmy U-boot'ami bo swoim wyglądem przypominają łodzie
podwodne.
Skały
nie były śliskie ale gdzieniegdzie zalegał śnieg lub lód co
zmniejszało przyczepność. Na szczęście przy pomocy Grzesia który
pomógł przejść wszystkim najtrudniejszy odcinek udało nam się
wyspiąć na górę.
Mieliśmy
nadzieję, że to już koniec i nie będzie więcej niespodzianek.
Parę jednak było ale już mniejszych i z pomagając sobie nawzajem
pokonaliśmy wszystkie przeszkody. Takim sposobem doszliśmy do
kolejnego łuku – Private Arch. Łuk ten naprawdę jest „private”
bo znajduje się na końcu U-boota i otoczony jest małym ogrodem.
Byliśmy tam sami i mogliśmy sobie spokojnie porobić zdjęcia.
Jednak
czas nas gonił a przed nami był jeszcze kawałek drogi. Po paru
minutach doszliśmy do rozgałęzienia tras. Jedna z tras prowadzi
dalej do parkingu natomiast druga zbacza do „Dark Angel”.
Oczywiście my zboczyliśmy. Tym razem nie był to łuk skalny a
formacja (bardziej kolumna) skalna z piaskowca (wys. 46 m / 150 ft.),
która komuś przypominała Czarnego Anioła. No może można się
tam doszukać Anioła.
Po
krótkiej przerwie na regenerację sił wróciliśmy znów na szlak.
Przy rozgałęzieniu szlaków znajduje się Double O Arch, którego
górna część jest lepiej widoczna z trasy do Dark Angel.
Natomiast, żeby zobaczyć dwa „O” musieliśmy wrócić na
trasę. W mniejszym (dolnym) „O” można sobie pochodzić i
porobić zdjęcia. Na górne „O” teoretycznie też można wyjść
ale jest już trudniejsze i bardziej niebezpieczne.
Pomału
zaczynało się robić późno a myśmy mieli do pokonania jeszcze
troszkę kilometrów. Tak więc nie tracąc czasu wróciliśmy na
szlak powrotny do samochodu. Ponieważ cała trasa to loop więc nie
do końca wiedzieliśmy co nas czeka. I dobrze, że nie traciliśmy
czasu i gorszą część pokonaliśmy naszczęście za dnia.
Po
drodze było jeszcze parę niespodzianek jak przechodzenie murów
skalnych na które chłopaki wyciągali dziewczyny za ręce, stromych
zejść po skałach w dół itp. Dodatkowo miejscami cięzko było
znaleźć szlak. To mnie troszkę zaskoczyło bo jest to trasa
wyznaczona przez Park Narodowy a znając ostrożność Amerykanów
spodziewałam się lepszego oznaczenia trasy.
Równo
z zachodem słońca doszliśmy z powrotem pod Landscape Arch. Stąd
już znaliśmy drogę i nie obawialiśmy się iść po ciemnku. Była
prawie pełnia księżyca więc nie musieliśmy nawet zakładać
czołówek. Miejscami tylko nie widzieliśmy lodu. Dziewczyny szły w
raczkach więc nie miały problemu ale chłopaki, twardziele szli bez
i oczywiście łapali zające po drodze.
Po
5h hiku, 13.20 km (8.20 mile) i 488 m (1600 ft) zmiany wysokości
znów wróciliśmy do samochodu. To był fajny hike, miejscami
straszny, z przepięknymi widokami i na pewno warty zaliczenia.
Podsumowanie
hików YTD:
ilość
hików - 2
długość
– 18.50 km (11.50 mile)
różnica
wzniesień – 703 m (2300 ft)
Ilona
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz