Do
tej pory uważałam, że Zion jest najpiękniejszym kanionem, dziś
się przekonałam w jak dużym błędzie byłam. Bryce Canyon wygrał!
Po prostu bajka.
Po drodze małe
rozczarowanie, w samochodzie nam pokazało na termometrze, że
temperatura na zewnątrz jest -7F (-22C) brrrrr......!!! Bryce Canyon
jest bardzo wysoko położony. Najwyższy punkt ma 9115ft (2778m),
dlatego pewnie są tak niskie temperatury. Miejmy nadzieję, że w
ciągu dnia temperatura się podniesie, albo po prostu będziemy
musieli iść szybciej.
Z hotelu do Bryce Canyon
Visitor Center mieliśmy nie dużo tylko 1,5h. Pierwotny plan był
zejść trasą „The Wall”. W informacji powiedzieli nam, że
niestety trasa ta jest zamknięta na zimę. Drugą opcją była trasa
Navajo Loop. Obie trasy startowały z tego samego miejsca (Sunset
Point) i już po paru krokach zorientowaliśmy się, że jednak trasa
„The Wall” jest otwarta. Nie jestem pewna czy łańcuch otworzył
strażnik parku czy ktoś kto nie bał się i bardzo chciał przejść.
Dla nas nie miało to większego znaczenia i szybko wróciliśmy do
realizacji pierwotnego planu.
Trasa „The Wall” nie
jest niebezpieczna ani trudna. Tak naprawdę jest łagodniejsza niż
druga opcja Navajo. Problem polega na tym, że na trasie The Wall
mogą być lawiny jeśli spadnie dużo śniegu. Na szczęście ta zima
nie rozpieszcza nas śniegiem więc spokojnie pokonaliśmy 600 ft.
Zajęło nam to dużo więcej niż normalnemu człowiekowi bo na
każdym kroku zatrzymywaliśmy się i robiliśmy zdjęcia. Piękna tego kanionu nie
da się opisać a, i zdjęcie pewnie oddadzą to tylko w połowie.
Po krótkiej
przerwie na batonika i piwko poszliśmy odkrywać „Hoodoos”.
Jest to północna część kanionu przez którą prowadzi szlak
„Peek-a-boo”. Rejon Hoodoos wziął swoją nazwę od kolumn
skalnych, które powstały przez erozję lodu i wody. Zamarzający lód
między skałami rozsadzał je tworząc kolumny, okna i inne
przepiękne skały.
Szlak
Peek-a-boo to 3 milowy loop, który podobno najlepiej zrobić zgodnie
ze wskazówkami zegara. Potwierdzamy, że jest to bardzo dobra
sugestia. Wydawać by się mogło, że 3 mile to nic wielkiego ale
ciągłe chodzenie góra-dół-góra-dół dały nam się we znaki
ale głównie opóźnienie mieliśmy znów przez zdjęcia. To jest
jak bajka, jak kraina czarów gdzie wszystko jest zbyt doskonałe.
Nawet niebo miało idealnie niebieski odcień.
Po
szlaku Peek-a-boo przyszła kolej na lunch. Nie ma to jak pieczywko
Waza z pasztetem (tym razem z pieczarkami), herbatka, piwko, co kto
woli. Po zregenerowaniu sił mogliśmy ruszyć w drogę powrotną na
górę kanionu. Oczywiście my nie poszliśmy na łatwiznę i
wybraliśmy najdłuższą drogę powrotną ale za to drogę prowadzącą przez jeszcze inną część
kanionu.
Szlak
do Sunrise Point idzie łagodnie do góry i jak każdy szlak w tym
parku rozpieszcza widokami. Po około 0.6 mili ze szlaku jest odbicie
na Queen Victoria. Warto zboczyć na chwilę, ze szlaku. Choć szlak
jest niedługi (0.2 mili) to straciliśmy 20 minut bo każdy chciał
mieć zdjęcie pod każdą skałą.
Szybko
jednak wróciliśmy na szlak i dość szybko wyszliśmy na szczyt
kanionu. Z Sunrise Point do Sunset Point trzeba przejść górą i
jest to bardzo łatwy 15 minutowy spacerek chodnikiem. Spieszyliśmy
się, żeby zdążyć na zachód słońca. Chcieliśmy go zobaczyć
na Rainbow/Yovimpa point. 15 milowa, przepiękna droga, szczytami
kanionu na południe. Punkty te są bardzo blisko siebie, ale Yovimpa
Point jest lepszy na ogłądanie zachodu słońca. Z Rainbow point
jest natomiast lepszy widok na Bryce Canyon.
Te
kolory, ten zachód słońca i to miejsce były idealnym zakończeniem
dnia. Teraz powrót do hotelu w Kanab a jutro najważniejszy punkt
programu – WAVE.
Podsumowanie dnia: długość hiku:
7.3 mili, pokonana wysokość: 1900 ft.
Ilona

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz