Dzisiejszy
dzień
należał
do lżejszych
i spokojniejszych dni. Mieliśmy
komfort wyspania się
do 7 rano. W hotelu Marriott nie mają
wliczonych śniadań,
więc
mogliśmy
w końcu
zjeść
pyszną
makrelę
wędzoną
w sosie węgierskim.
Na dzisiaj mieliśmy
zaplanowane dwa kaniony, dolny i górny kanion Antylop, tamę
w Glen Canyon,
przejażdżka
nad jezioro Powell i oglądnąć
zachód słońca
nad Horseshoe Bend.
Kanion
Antylop należy
do najpiękniejszych
kanionów szczelinowych na świecie.
Dzieli się
on na dwie części,
górny i dolny. Który jest piękniejszy?
Trudno stwierdzić,
one są
po prostu różne.
Obydwa powstały
1.6 miliarda lat temu (dla porównania Grand Canyon powstał
1.3 miliarda lat temu). Przewodniki, blogi opisywały,
że
górny kanion jest ciekawszy, piękniejszy
od dolnego. Proponują
zwiedzać
dolny rano a górny w samo południe,
kiedy jest najlepsze światło.
Taki też
był
nasz plan. Kaniony są
położone
na terenie rezerwatu Indian Navajo, więc
nie można
ich zwiedzać
indywidualnie. Wymagany jest przewodnik, oczywiście
płatny.
Po 10 minutach jazdy samochodem na wschód od miasteczka Page
zajechaliśmy
na parking dolnego kanionu. I w tym momencie piękno
i czar kanionu prysnął.
Byliśmy
15 minut przed otwarciem i już
była
kolejka.
Wiadomo, blisko miasteczka, bardzo łatwy
dojazd samochodem, więc
tłumy
ludzi się
tam zjeżdżają.
Nie trzeba dużo
chodzić.....
nie tak jak wczoraj w Wave, że
prawie nie było
nikogo! My
niestety nie załapaliśmy
się
na pierwszą
turę.
Poszliśmy
jako trzecia tura o 9:30. Tak jak wspomniałem
wyżej
kaniony znajdują
się
w rezerwacie Indian i niestety oni potrafią
zdzierać
kasę
z turystów. Za wejście
na 1,5h do kanionu trzeba było
zapłacić
$28 i to tylko do dolnej części.
Dla porównania Grand Canyon kosztuje $25 za cały
samochód ludzi na tydzień
czy Buckskin
Gulch, który jest za darmo. Jak turysta chce zwiedzić
również
górną
część
musi uiścić
kolejną
opłatę
$25 (a w południe
nawet $40 za osobę).
Oczywiście
zapłaciliśmy
wymagane pieniądze
bo chcemy zobaczyć
to cudo natury. Punktualnie o 9:30 rano nasz przewodnik wraz z całą
grupą
(25 osób) wprowadził
nas w głąb
kanionu. Wow...zdjęcia
które widzieliśmy
wcześniej
nie oddawały
tego co zobaczyły
nasze oczy. Zeszliśmy
20 metrów w głąb
ziemi i nie mogliśmy
się
nadziwić
temu co szybko płynąca
woda z piaskiem potrafi zrobić
ze skałą.
Faliste kształty
skał
przypominały
nam korkociąg.
Nie wiemy dokładnie
jak długi
jest kanion, my szliśmy
nim 1.2 km robiąc
setki zdjęć.
Pomimo dużej
grupy nie odczuliśmy
presji pośpiechu
i
mogliśmy
przystawać
w wielu miejscach i
robić
sobie zdjęcia
bez innych ludzi.
Spędziliśmy tam 1,5h, wspinaliśmy się na ściany kanionu, bawiliśmy się ustawieniami w aparatach, robiliśmy wiele zdjęć. Po 1.5h kanion stawał się coraz to jaśniejszy i widać było, że się podnosimy do góry. W końcu po kolejnych paru minutach zobaczyliśmy słonce i wyszliśmy na zewnątrz. Z góry prawie nie widać, że obok ciebie jest potężna, długa dziura w ziemi. Idąc tam nocą można łatwo wpaść i raczej szanse na przeżycie są niewielkie.
Po
wyjściu
przewodnik nam jeszcze pokazał
ślady
dinozaura, który przechodził
tamtędy
jakiś
czas temu.
Opowiedział również parę
ciekawostek. Jedną
z nich była
powódź
jaką
mieli w lato 2013. Była
tak potężna,
że
kanion był
zamknięty
na dwa tygodnie, a woda płynęła
z potężną
prędkością
zalewając
cały
kanion. Wyszliśmy
koło
11 rano, bilety na górny kanion mieliśmy na 14 (na 12 były
już
wykupione), więc
pojechaliśmy
zobaczyć
tamę
na rzece Colorado. Najlepszy
punkt do oglądania
nie jest koło
samej tamy, a gdzieś kilometr w dół
rzeki Colorado z Scenic View Rd. Robi wrażenie,
stoi się
na krawędzi
nad rzeką,
pod tobą
prawie 1000 ft w pionie do wody, a w oddali widać
tego olbrzyma.
Później
pojechaliśmy
oglądnąć
Powell Lake, które powstało
jak zbudowali tamę.
Jezioro można
oglądać
z wielu miejsc, jest bardzo duże,
długość
brzegu jest ponad 3,000 kilometrów. Myśmy
wybrali punkt Lone Rock, który już
jest w stanie Utah. Nazwa pochodzi od samotnej skały,
która znajduje się
na środku
jeziora.
To
miejsce jest bardzo popularnym miejscem wypoczynkowym okolicznych
mieszkańców.
Znajduje się
tam camping a także
baza wypadowa na off-road. Po śladach
na pustynnych piaskach widać,
że
lokalni maja fajne zabawki. Jednak jest zima, więc
ostro tam wiało,
przenikliwym, zimnym wiatrem. Prawie nikogo nie było,
paru lokalnych i jakaś
firma miała
sesję
zdjęciową
jakiś
kosmetyków. W lato pewnie jest zupełnie
inaczej, jak ludzie chcą
uciec od gorącego,
pustynnego upału
i się
zanurzyć
w zimnej, orzeźwiającej
wodzie.
Nadszedł
czas na górny kanion. Punktualnie o 14 zapakowali nas do odkrytego
pick-upa, kazali się
mocno trzymać
i ruszyliśmy.
Jechaliśmy
10-12 minut po głębokich
piaskach wyschniętej
rzeki Antelope. Tak jak wspomniałem,
był
to odkryty pick-up więc
ludzie, którzy nie mieli żadnego
ubrania od wiatru, po prostu dobrze zmarzli. 10 minut szybko zleciało
i dojechaliśmy
na północną
część
górnego kanionu Antelope. I tu dostaliśmy
szoku, na miejscu już
było
takich samochodów jak nasz kilkanaście.
Jak w każdym
na samochodzie jest 14 osób to pewnie w kanionie który ma 400 metrów
jest już
200 osób. Ale nic, myślimy
pozytywnie i z uśmiechem na ustach idziemy jak gęsi
za przewodnikiem do „wrót” kanionu. Przed wejściem
dostaliśmy
parę
zakazów, czego nie wolno nam robić
w kanionie. Nie wolno chodzić
po ścianach,
nie wolno malować
nic na ścianach
(naprawdę?),
nie wolno używać
lampy błyskowej,
nie wolno się
zatrzymywać
jak przewodnik nie pozwoli, nie wolno głośno
mówić, nie wolno..........!!!
Weszliśmy......
kanion piękny,
głębszy
od dolnego, więc
dosyć
ciemny. Idziemy parę
kroków, przewodnik mówi stój, pokaż
aparat zrobię
ci fajne zdjęcie.
Znowu idziemy parę
kroków, znowu stój, pokaż
aparat...... Bardzo wąski
kanion, a co najgorsze jest dwu kierunkowy. Idziesz 400 metrów i
wychodzisz z niego, żeby
się
wrócić do samochodu to musisz się
znowu wracać
kanionem. Nie tak jak dolny kanion. Wchodzisz z jednej strony a
wychodzisz z drugiej, przewodnik idzie i więcej
go nie widzisz.
Po
pół
godziny przepychanki wyszliśmy na zewnątrz
ogrzać
się
w słoneczku.
W kanionach szczelinowych zawsze jest chłodniej
w środku
niż
na zewnątrz.
Szybkie zdjęcie
na zewnątrz
i szybko wracamy.... Przewodnik powiedział,
żeby
się
już
nie zatrzymywać
na zdjęcia
tylko szybciutko iść
do samochodu. On pójdzie ostatni i będzie
nas pilnował.
Naprawdę?
Kanion
sam w sobie jest piękny,
może
nawet ładniejszy
od dolnego ale ta presja pospiechu i setki ludzi przepychających
się
między
tobą
powodują,
że
nie masz ochoty już
dłużej
w nim przebywać.
On jest głęboki,
więc
jest mało
światła
na dole i chcąc
zrobić
ciekawe zdjęcia
musisz się
trochę
aparatem pobawić,
zmieniać
wiele parametrów w zależności
od oświetlenia.
Już
nie wspomnę
o rozłożeniu
statywu. Niestety nie da się
tego robić
bo co chwilę
słyszysz
przewodnika, że
musimy już
iść,
albo jakiś
inny człowiek
w tenisówkach mówi „excuse me”.
Po
paru minutach wróciliśmy
do naszego pick-upa i w kilkanaście
minut przyjechaliśmy na parking gdzie już
czekał
nasz samochód.
Jednym
słowem,
piękny
kanion, ale za dużo
ludzi. Dolny kanion też
bardzo piękny,
a znacznie lepsze warunki do zwiedzania i robienia zdjęć.
Następny
punkt dnia, Horseshoe Bend. Jest to bardzo widokowe miejsce, położone
zaledwie parę
minut samochodem na południe
od Page. Miejsce gdzie rzeka Colorado zakręca
o 270 stopni tworząc
malowniczy kanion, głęboki
na 300 metrów (1000 ft.). Miejsce to swoją
nazwę
zyskało
dzięki
kształtowi
przypominającemu
podkowę
(Hoseshoe). Tak jak spodziewaliśmy
się
to miejsce również
jest za blisko miasteczka, więc
parking na samochody był
już
prawie pełny.
Z parkingu do punktu widokowego trzeba przejść
około
800 m (0.5 mili) w kierunku zachodnim. Idzie się
dosyć
łatwo,
część
po piasku część
po skałach
i zajmuje to nie więcej
niż
20 minut. Cały
brzeg klifu to jeden wielki punkt widokowy załadowany
ludźmi.
Trzeba bardzo uważać
bo nie ma żadnych
barierek i bardzo łatwo
spaść
w dół.
Bliskość
parkingu i w miarę
łatwe
dojście
do klifów sprawiło,
że
miejsce to wybraliśmy
na przywitanie Nowego Roku. Mamy nadzieję,
że
będzie
piękne
i gwiaździste
niebo.
Darek
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz