Bueno Sol (piękne słońce) obudziło
nas dziś rano wkradając się do naszego pokoju przez drewniane
rolety. Przespaliśmy całą noc padnięci po wczorajszym hiku.
Podobno w hotelu mamy śniadanie ale stwierdziliśmy, że próba
dowiedzenia się czy ono napewno jest wliczone i gdzie serwują jest
zbyt skomplikowane dla nas. Dlatego szybko się spakowaliśmy i
ruszyliśmy w drogę w kierunku Madrytu. Oczywiście wyjazd z
miasteczka jak i przejazd przez góry to multum małych uliczek,
zakrętów, serpentyn i rond. Natomiast widoki i roślinność
umilały nam drogę. Widzieliśmy nawet kwitnące kaktusy.
Wraz z utratą wysokości widzieliśmy,
że zbliżamy się do cywilizacji a jak już zobaczyliśmy wiatraki
to wiedzieliśmy, że wąskie uliczki zmienią się wkrótce w
autostradę. Do przejechania mieliśmy ok. 500 km (300 mil).
Autostrady w Hiszpanii nie są
najgorsze. Wiadomo, że mogłyby być lepsze ale i tak w porównaniu
do innych krajów są porównywalne lub nawet miejscami dużo lepsze.
Wcześniej czytaliśmy, że autostrady w Hiszpanii są dość drogie.
Pamiętam to też z mojego wcześniejszego pobytu tu. Nam się jakoś
udało i musieliśmy zapłacić tylko dwa razy i to parę Euro.
Zdziwiło nas, że jak dojeżdżaliśmy do Madrytu to autostrada
rozchodziła się na płatną i nie płatną. Płatną nikt nie
jechał a bezpłatna była bez korków i dobrej jakości. Koło piątej
po południu dotarliśmy do Madrytu. Tym razem spaliśmy w innym
hotelu zaraz przy Plaza de Espana. Hotel jak to hotel, trzy
gwiazdkowy, czysty a co najważniejsze w samym centrum Madrytu.
Wypakowaliśmy bagaże i pojechaliśmy na lotnisko oddać samochód.
Po co komu samochód w dużym mieście kiedy jeszcze trzeba płacić
za parking. Z lotniska wróciliśmy metrem co było kolejną
przygodą.
Metro jest tu szybkie, punktualne i
czyste. Zdziwiło nas tylko, że w wagonie mieliśmy plany 2 linii z
czego żadna nie była nasza. Ale w ciągu 30 minut dojechaliśmy do
centrum Madrytu i zaczęliśmy szukać gdzie by tu coś zjeść. Na
tym wyjeździe jeszcze nie porównowaliśmy fast-food'ów więc
przyszedł czas na KFC i McDonald. Zdecydowanie jakość jest lepsza
niż w Stanach, za to McDonald dostał duży plus za serwowanie piwa.
I tak zamawiając powiększony zestaw BigMac można zamiast dużej,
kalorycznej i niezdrowej Coca-Coli dostać duże, świeże, lekkie
piwo.
Posileni ruszyliśmy zwiedzić ostatnią
atrakcję Madrytu, którą nie udało nam się zaliczyć tydzień
temu. Była to świątynia Debot. Jest to egipska świątynia
pierwotnie wybudowana 200 lat przed Chrystusem u źródeł Nilu. W
1960 roku w ramach przebudowy tamy na Nilu świątynia musiała
zostać przeniesiona. Hiszpania ją “przygarnęła” i teraz jest
jedną z największych atrakcji Madrytu.
Nie jest to duża budowla ale bardzo
ciekawa i niesamowite, że przetrwała tyle lat. Na ścianach widać
egipskie malowidła które nadal są bardzo czytelne...wow....prawie
2500 lat temu ta budowla została stworzona, potem przeniesiona na
inny kontynent i nadal wiele ludzi może ją podziwiać.
Najlepiej jednak oglądać ją w nocy a
ponieważ w Hiszpanii ściemnia się dopiero koło 21 to mieliśmy
troszkę czasu. Ruszyliśmy więc odkryć dzielnicę Malasana.
Podobno jest to najbardziej imprezowa dzielnica Madrytu. Może
i jest ale myśmy nie znaleźli w niej nic ciekawego. Fakt było dużo
młodych ludzi, zdecydowanie nie nasze klimaty, ale poza opuszczonymi
lokalami, murami w graffiti nie widzieliśmy nic ciekawego. Tak więc
szybko zmieniliśmy plany i poszliśmy w kierunku znanego nam już
centrum. Po wczorajszym hiku nogi nas trochę bolą tak więc nie
chodziliśmy za długo a do tego zaczęło się robić chłodnawo więc
poszliśmy do restauracji z tapas koło naszego hotelu. Tapaspana,
bardzo fajna knajpka w której serwują różnego rodzaju przystawki.
Oczywiście nie obyło się bez szynki iberyjskiej i serka.
Ściemniło się więc
znów wróciliśmy do świątyni Debot, która znajduje się
niedaleko naszego hotelu. Było zdecydowanie mniej ludzi, choć nadal
turyści robili sobie pamiątkowe zdjęcia. W nocy bez ludzi to
miejsce prezentuje się dużo ładniej. W ciągu dnia można wejść
do środka i pochodzić pod murami natomiast nocą można robić
tylko zdjęcia z zewnątrz co i tak jest wystarczająco blisko.
Nasze pożegnanie z
Hiszpanią nie było jakieś szalone czy intensywne. Po pierwsze
byliśmy już zmęczeni troszkę tymi wakacjami....no bo jak to my
twierdzimy jak wracasz wypoczęty z wakacji to znaczy, że były
nudne. A po drugie Madryt nie jest tak fajny jak Sevilla gdzie na
każdym kroku są jakieś kameralne knajpki.
Tak więc ostatnią noc
przespaliśmy i zrelaksowani obudziliśmy się następnego dnia.
Mieliśmy trochę czasu do samolotu a pamiętając o tych którzy
śledzą naszego bloga chcieliśmy jak najszybciej nadrobić
zaległości. Tak więc udaliśmy się na śniadanko do Starbucksa.
Nie ma to jak poranna kawka, szybki internet i wspominanie hiku
poprzez uaktualnianie bloga.
Potem przyszedł czas na
zakupy. Bardzo nam smakowała szynka iberyjska jak i winka
hiszpańskie więc chcieliśmy trochę przywieść do domu.
Zwłaszcza, że tu wszystko jest tańsze niż w Stanach. Tak więc
udaliśmy się do pobliskiego supermarketu, wybraliśmy szynkę,
serek i parę butelek winka. Fajnie będzie je otworzyć za parę
miesięcy i powspominać cudowne wakacje.....bo wakacje były jak
„Życie w Madrycie...”
Z hotelu niestety
musieliśmy się wymeldować wcześnie, nóżki nas za bardzo bolały
aby gdzieś dalej chodzić więc po spakowaniu poszliśmy na lunch do
dobrze już znanej nam Tapaspana.
Znów skusiliśmy się na ich szyneczkę jak i dla odmiany
spróbowaliśmy lokalnych szprotek. Wszystko było przepyszne a
kelnerzy widząc, że piszemy bloga, udzielamy się na Tripadvisorze,
wystawiamy w internecie zdjęcia z jedzeniem i gonimy po ich
restauracji cykając nowe zdjęcie skakali koło nas jakbyśmy byli z
jakiejś gazety. W sumie to dobry chwyt, udawać, że jest się kimś
znanym a zrobią wszystko, żebyś ich miło zapamiętał. Tak więc
nawet porcje dawali nam większe niż normalnie na tapas przystało.
No i na tym skończyły
się nasze wspaniałe wakacje. Potem już tylko taxi na lotnisko, lot
przez ocean i standardowe odczekanie godziny w kolejce na
immigration. Miejmy nadzieję, że przed następnymi wakacjami
będziemy mieć już Global Entry. Adios amigos!!!
Ilona
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz